fbpx

RE:
VIEW

Trapani: przypadek czy studium upadku?

Włochy nieprędko wstaną. Na razie stanęły na dobre. Odbudowanie ekonomicznego potencjału Italii potrwa lata. Przez ten czas będziemy sobie opornie przypominać, że to kraj słońca, smaków, piękna i szczęśliwości. A nie śmierci z kosą

Autor:RAFAŁ ROMANOWSKI
Opublikowano:22 MAR, Niedziela

Grasz? Trzy skojarzenia. Dla mnie to placyk Santo Stefano w Bolonii, gdzie między kamienną kostkę wrasta ciemnozielony, aksamitny mech. Wysoki akwedukt tnący łąki pod Lukka w Toskanii, w którego cieniu możesz zjeść śniadanie. Odbite na tle gór obronne wieże Pacentro w Abruzji - miasteczku, gdzie wychowali się dziadkowie Madonny Louise Ciccone.

Tyle, wystarczy.

Każdy z nas mógłby odmalować sobie w głowie podobną mapę Italii. Włoskich prowincji, od zaśnieżonych Alp na północy aż po pogrążone w upalnych popołudniach miasteczka Puglii. Od wystawnego Mediolanu po zaniedbane Palermo. Od upraw ryżu w Lombardii po łowienie ryb w wodach wokół Sycylii. Od piemonckiego wina po ostrą n'duję w Kalabrii.

Każdy usadowiłby na takiej włoskiej mapie swe osobiste skojarzenia, wspomnienia, krajobrazy. Ci, co bywali w Italii dopasowaliby do nich pamiątkowe zdjęcia. Ci, co być nie zdążyli, internetowo-telewizyjne migawki.

Mało jest przecież krajów na planecie, zróżnicowanych równie spektakularnie.

Równie pięknie.

Studium przypadku

Ilustracje do tego tekstu można wybierać godzinami. Za nami w Re:view piękne plenery w Piemoncie, Abruzji, Puglii, Kalabrii, Toskanii. Interesowały nas tam tematy z pogranicza ekologii, winiarstwa, miast, technologii.

Ale dziś uzupełnimy nasze słowa tylko fotografiami z sycylijskiego Trapani. I o nim chcemy Wam opowiedzieć.

Trapani, 65 tysięcy mieszkańców. Sam koniec Sycylii czyli czubek włoskiego buta. Jedno z najbardziej oddalonych od kontynentalnych Włoch miast w kraju. Z Rzymu jedzie się tu 11 godzin, z Mediolanu aż 16. Przez cały Półwysep Apeniński.

Peryferyjne położenie utrudnia wiele, ale wszystko wynagradzają wspaniałe krajobrazy, wody morza Tyrreńskiego, pobliskie wyspy Egady, kamienne miasto Erice na wzgórzu nieopodal...

Ktoś powie, tak uroczych miejsc we Włoszech jest multum. I będzie mieć 100% racji. Tyle że nie chodzi tu opowieść, jak bosko jest na tym skrawku Sycylii. Interesujące jest, co wydarzyło się tu w latach 2005 - 2016. Czyli stosunkowo niedawno. 

A jest to opowieść o "pięciu minutach" w historii Trapani, które poderwały to miejsce do życia. A następnie ogołociły ze złudzeń i porzuciły jak śmieć. W najdalszy zakątek włoskiego raju.

Erupcja popularności

Historia turystycznego boomu na zachodnią Sycylię jest dość standardowa. Na początku wieku władze ówczesnej prowincji Trapani postanowiły przekształcić miejscowe lotnisko Birgi z wojskowego terenu na lądowisko dla tanich linii lotniczych. Rozkręcającemu się wówczas na włoskim niebie irlandzkiemu Ryanairowi zaoferowano system dopłat za przywożenie do Trapani rzesz europejskich turystów.

Dopłaty regionów dla tanich przewoźników lotniczych były już wówczas w Unii Europejskiej na porządku dziennym. Model "my dopłacamy, ty przywozisz gości, biznes się kręci" sprawdzał się wcześniej, czy później, wielokrotnie.

Trapani nie chciało być gorsze więc pod nosem sycylijskich konkurentów (Palermo i Katanii) ruszyło z programem dla Ryanair. Plus porwało się na sporą kampanię promocyjną.

Owoce przyszły szybko. W ciągu zaledwie dwóch sezonów prowincjonalna kraina zaroiła się turystami z niemal każdego rejonu Europy. Z 300 tysięcy pasażerów rocznie zrobiło się nagle 3 miliony. Ryanair założył na Birgi bazę operacyjną, oferował tanie bilety. Trapani odwdzięczało się nieskażoną wcześniej masowym ruchem turystycznym okolicą, zabytkami, krajobrazami, ofertą gastronomiczną, handlową i kulturalną.

Morskim oddechem od wielkiego świata. Sielskością / anielskością.

Mieszkańcy poszli za wyprowadzonym przez władze ciosem. W mieście zaroiło się od hotelików, apartamentów, guesthouse'ów. Otworzono mnóstwo restauracji, lokalnych biznesów, sklepów, klubów.

Pobliskie miejscowości również korzystały na gwałtownie rosnącej popularności miasta. Wśród makowych i lawendowych pól rozkwitały agroturystyczne gospodarstwa, wiejskie trattorie, winiarnie.

W siatce połączeń

Dziesięciokrotnie, dwudziestokrotnie. Rekord za rekordem. Podniebne nitki z Londynem, Manchesterem, Brukselą, Frankfurtem, Warszawą, Krakowem, Gotheborgiem, Paryżem, Bratysławą, Hamburgiem, Sztokholmem, Lipskiem...

Liczby odwiedzających prowincję gości rosły w oczach. Bulwary zaroiły się od tłumów, restauracje wypełnili ludzie. Strumień pieniędzy spowodował, że wyjeżdżający stąd latami za pracą wracali, bo ich rodzinne strony z zapomnianej ziemi przeobraziły się nagle w turystyczne eldorado z okładek żurnali.

Hossa przez 10 lat. Wielu z nas tam wówczas trafiło. Uznając zapewne, że popularność Trapani nigdy się nie skończy. Nie zwracając uwagi, że zaczęła się dosłownie chwilę wcześniej.

Ot, dla Europejczyków był to kolejny punkt na mapie tanich połączeń lotniczych, gdzie za 20 euro można znaleźć się w dosłownie dwie godziny na przyjemny city-break. I po chwili nawijać na widelec sycylijskie spaghetti z rybą czy frutti di mare, smakować w kieliszku wytrawne Nero d'Avola, rozsypywać łyżeczką nasączony rybnym wywarem kuskus, który - choć pochodzi m.in. z pobliskiej Tunezji - w wersji po trapańsku słynie w całym świecie.

Sycylijski sen kończy się brutalnie. Około 2015 roku w drodze administracyjnych przekształceń Trapani przestaje być prowincją. Później liderujące Sycylii Palermo odmawia mniejszemu sąsiadowi finansowania tanich linii. Lotnisko Birgi stopniowo się wygasza. Od jesieni 2017 pozbawia się je najpierw połączeń Ryanaira, a później nawet regionalnych z resztą kraju.

I znów wszystko wraca do "normy". Normy, która dla Trapani oznacza powrót do... samotności na krańcu Włoch. Na czubku włoskiego buta.

Hotele zamknięte na głucho, restauracje opuszczone, dawno sprzątnięte punkty z pamiątkami. Pustki na ulicach, pustki w porcie, pustki nieomal wszędzie.

Tętniące życiem i życiodajnym gwarem miasto zamienia się znów w pustkowie. Młodzi (znów) wyjeżdżają, starzy medytują nad rozlanym mlekiem.

Turystów nie ma.

Epidemia samotności

Żeby było jasne: trudno o proste skojarzenia 1:1. Trudno porównać lotniczy biznes do ogarniającej w 2020 roku (zwłaszcza północne) Włochy pandemii koronawirusa i choroby COVID-19.

Zbierająca okrutne żniwo epidemia to coś zupełnie innego, niż decyzja linii X o zaprzestaniu lotów na dane lotnisko. Efekt może być jednak podobny: brak turystów.

Tu w skali mikro. W kraju w perspektywie makro.

Jedno jest pewne: na inwazji koronowirusa cierpi image całych Włoch. Boskiej Italii, która zamiast - jak zawsze - kojarzyć się z boskimi zabytkami, wyrafinowanymi smakami, wysoką kulturą, lokalnym folklorem, bajecznymi pejzażami, słonecznym klimatem, aktualnie nasuwa skojarzenia z śmiercią ścinającą bezlitośnie głowy.

Pomór, jaki nawiedza Włochy w tym czasie, pod względem ekonomicznym może być długo nie do odrobienia. Chyba po raz pierwszy w historii w zewnętrznej świadomości włoskie prowincje budzą w pierwszym odruchu negatywne skojarzenia.

Zamiast zachwycających zaułków lombardzkiego Bergamo, rzędy stłoczonych trumien z ofiarami COVID-19. Zamiast wykwintnych zakupów w mediolańskiej galerii Vittorio Emmanuele, zamknięte na głucho miasto i szalejąca ulicami zaraza.

W miejsce podziwianych w świątyniach fresków, mozaik czy gobelinów przerażająca realność zstępującej do ludzi śmierci. Niczym odmalowany na średniowiecznych malowidłach dance macabre ze kostuchą przygrywającą na skrzypcach grzesznikom i umarlakom.

Nie, Italia nie zasłużyła na tak ponury rok pański 2020. Kraina powszechnej szczęśliwości nie może kończyć się w ten sposób. Niestety, lejąc łzy przed telewizorami, chwytając się za ściśnięte serce wiemy jedno: prędko nasza noga tam nie postanie.

Oto najgorszy wyrok dla kraju, który swe ekonomiczne losy tak mocno splótł z turystyką.

Nie ma się co łudzić. Z corocznej ciżby kilkudziesięciu milionów turystów przybywających do Włoch, zostanie garstka. Bankructwo przygniatającej większości sektora turystycznego wydaje się nieuchronne. Przetrwają ci, którzy na własnych włościach będą mieli pieniądze i cierpliwość, aby nie pogrążyć się w apatii i rozpaczy.

Czyli niewielu. Z naszych city-break do Włoch za 20 euro nie zostanie wiele. Praktycznie nic. Po co gonić się po włoskich miasteczkach i prowincjach z oddechem na plecach nie oszczędzającej nikogo epidemii, skoro za te same, a nawet mniejsze pieniądze, można znaleźć się gdzie indziej. W bardziej bezpiecznych eldorado.

Koniec końców

Upadek, choćby chwilowy, turystyki we Włoszech to coś, w co ciężko byłoby nam jeszcze niedawno uwierzyć. Ale tak samo trudno było nam zrozumieć, czemu nagle nie da się już łatwo podróżować do Trapani. Pojąć, czym były nasze wizyty w mieście na czubku włoskiego buta. Gdzie ekonomia, logika, strategia rozwoju tego regionu. Zrozumieć, skąd tam tak mocne przełożenie: jeśli są goście to wszystko się kręci. Jeśli ich nie ma, nie ma tam czego szukać.

Z pewnością dla pewnych miejsc, klimatów, sytuacji, nie ma szybkiego ratunku. Przewartościowanie turystycznego postrzegania Włoch, gospodarki tak mocno związanej z ruchem turystycznym, postrzegania Włochów jako cudownych (nie tylko w bezpośrednim kontakcie) ludzi, a nie nosicieli śmiertelnej choroby, przed którymi trzeba uciekać na ulicy.

To wszystko dzieje się na naszych oczach. I w pewnym sensie zależy od nas samych. Kiedy pandemia się skończy, trzeba będzie odbudować turystyczne Włochy. Choćby w pewnej części.

Czy gość z szerokiego świata będzie mieć na to pieniądze i ochotę, aby obdarzyć je ponownie zaufaniem, to już materiał na zupełnie odrębną dyskusję. 

Na razie, w cieniu wirusowych kataklizmów całej Italii, Trapani wciąż walczy o swoje. Wciąż trwa tam zainicjowana przez grupę pasjonatów akcja #TravelTrapani, w którą angażują się m.in. polscy autorzy blogów Niemiecki na Sycylii, Italia by Natalia oraz facebook'owy profil TrapaniDlaPolakow. Od sezonu 2019 zachęcają oni do odwiedzin zachodniej Sycylii, mimo bardziej kłopotliwego dojazdu i przeświadczenia, że to "koniec świata"...

Ale, co ważne, takich Trapani będą teraz tysiące. W każdym z nich umrze cząstka dawnego życia, aby narodziła się nowa.

Na nowo.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

re:
Trapani: przypadek czy studium upadku?
VIEW

następny artykuł
Re:view lubi ciastka. A ciastka to cookies. Re:view na Twoim mobajlu, kompie czy tabku to ciastka na talerzu. I to oznacza, że się na nie zgadzasz. Ok
Chcę dowiedzieć się więcej