fbpx

RE:
VIEW

Design odporny na przyszłość

Bambusowe domy przenoszone na plecach, osiedla dla owadów & ludzi, bezemisyjne budynki z grzybów czy konopii. Future-proof design udowadnia, że aby dobrze zaprojektować przyszłość, musimy głębiej sięgnąć do przeszłości, natury i pradawnych doświadczeń

Autor:KINGA OSTAPIŃSKA
Opublikowano:19 STY, Czwartek

Ergonomiczny? Estetyczny? Ekologiczny? To już oczywistość. Dzisiaj dobry design powinien być przede wszystkim (r)ewolucyjny. Zmieniać się wraz z naszą kalejdoskopową rzeczywistością. Być w stanie przetrwać jej wahania. Adaptować się do potrzeb kolejnych pokoleń. Wreszcie - umieć odpowiadać na wyzwania przyszłości.

Future-proof design to koncepcja opracowana na początku lat 2010. równolegle przez kilku akademików, m.in. Briana D. Richa, Josepha Roberta Kerra i Mary J. Thornbush. Początkowo krążyła w kuluarach architektonicznego świata, ale od kilku lat coraz mocniej przebija się do dyskusji głównego nurtu. Czy to faktyczna odpowiedź na projektowe wyzwania przyszłości, czy kolejny buzzword?

Sprawdzamy.

Projektowanie z myślą o jutrze widoczne jest dziś w każdym wymiarze designu – przedmiotach użytkowych, pojedynczych budynkach i całych miastach. Tym, co wydaje się je spinać, są trzy hasła układające się w nową zasadę 3R. Już nie (tylko) reduce, reuse, recycle, ale (przede wszystkim): resiliency, retrospection, regeneration.

Re:zyliencja

Wobec bezprecedensowych zmian klimatu, wywołujących (czasem dosłowne) wstrząsy w naszej codzienności, projektanci szukają bezprecedensowych rozwiązań, które wyniosą design na wyższy poziom rezyliencji – wytrzymałości w obliczu zagrożenia, zdolności do odbudowywania się i powrotu do stanu równowagi po każdym odchyleniu w kierunku chaosu.

Pierwszym krokiem jest myślenie o miastach. To one pochłaniają 80% zasobów energetycznych naszej planety, choć zajmują jedynie 3% jej powierzchni. I to w nich mieszka dziś połowa ludności świata, a do 2050 roku ta proporcja ma wzrosnąć do dwóch trzecich.

Jak sprawić, by rozszerzające się we wszystkich kierunkach megalopolis stały się elastyczne, samowystarczalne i oparte na czystej energii? Projektować je, jakby były... żywymi organizmami.

W ten sposób działają m.in. twórcy meksykańskiego startupu Greenfluidics, którzy w oparciu o nanotechnologię opracowali inteligentne biopanele z alg. Montowane zarówno na fasadach, jak i we wnętrzach budynków, generują energię, oczyszczają powietrze, wytwarzają biomasę i „żyją”. Im więcej światła słonecznego otrzymują, tym szybciej rosną zanurzone w nich algi, zwiększając efektywność paneli i stając się nową, dość nieoczywistą wersją „miejskiej zieleni”.

Uformowane farmy

Innym pomysłem na uodpornienie urbanistycznego ekosystemu jest wprowadzenie do niego rolnictwa i oderwanie go od ziemi. Świeżym przykładem jest High Garden, wertykalna farma stworzona w kolaboracji przez szwedzką pracownię architektury eksperymentalnej UMA i austriackie studio budynków przyszłości Precht. Projekt składa się z warstwy wirtualnej i fizycznej.

Ta pierwsza to algorytm zintegrowany z narzędziem OpenStreetMap, który skanuje tkankę miejską, identyfikując budynki o odpowiednich warunkach dla upraw w pionie. Ta druga to system drewnianych rozszerzeń do elewacji, umożliwiających zrównoważone miejskie rolnictwo, a jednocześnie poprawiających izolację cieplną budynków.

Świeże warzywa wyhodowane na wysokości 15-go piętra? Czemu nie?

Światy designu i hi-techu łączą siły także po to, by chronić zasoby. Zwłaszcza te najcenniejsze dla naszej planety. Czyli lasy. W walce z deforestacją naukowcy z MIT pracują na przykład nad technologią pozyskiwania drewna z laboratorium. Udało im się już nadać komórkom roślinnym właściwości komórek macierzystych i zastosować na nich metodę biodruku 3D, uzyskując różne kształty i rozmiary. Wizja na przyszłość? Zamiast wycinać drzewa, hodujmy gotowe meble!

Jednak nie tylko zmiany klimatyczne wywołują w świecie designu klimat na zmiany. Wydarzenia społeczne, które niosą się echem po większości krajów tej planety, nowe modele gospodarcze, a nawet przemiany pokoleniowe powodują przetasowania w sposobie, w jaki korzystamy z przestrzeni – tych fizycznych i wirtualnych.

W ostatnich latach, w wyniku m.in. doświadczenia pandemii, rozwoju gig economy (ekonomii wolnych strzelców) i rosnącego wpływu generacji Z na rzeczywistość, nasiliło się zjawisko określane jako „nowy nomadyzm”, a wraz z nim – potrzeba domu, który można zabrać ze sobą wszędzie.

Serial DOM

Architekci odpowiedzieli błyskawicznie. Dziś mobilne budownictwo materializuje się w najróżniejszych wariantach – od kompaktowych domków letniskowych rozkładanych jak origami w niespełna 3 godziny (jak te od łotewskiego startupu Brette Haus) aż po naszpikowanie smart technologiami jednostki mieszkalne i coworkingowe (retro-futurystyczne kapsuły niemieckiej firmy LTG Lofts to go).

Powstają już nawet projekty domów zdolnych do przemieszczania się... razem z mieszkańcami. Jednym z nich jest koncept Encho Encheva, bułgarskiego projektanta i artysty 3D związanego z gamingowym gigantem Ubisoft. Jego Mobile Home jest minimalistycznym kontenerem, który zamiast fundamentów ma 6 mechanicznych nóg, obleczonych antypoślizgową powłoką i wyposażonych w specjalne wypustki, mające gwarantować przyczepność do dowolnego podłoża.

Kosmiczny łazik? O całkowicie przyziemnym zastosowaniu.

Re:trospekcja

Szukając rozwiązań przygotowujących nas na nadejście nowej ery, projektanci paradoksalnie czerpią także z przeszłości. Odkrywają dawne technologie przekazywane z pokolenia na pokolenie i wsłuchują się w głosy tych, którym więzi z naturą nie zagłuszył hałas konsumpcyjnej cywilizacji – rdzennych ludności.

Jak podaje Bank Światowy, stanowią one niecałe 5% populacji świata, ale zajmują obszary, które są domem dla 80% bioróżnorodności naszej planety. Kto więc lepiej niż one potrafi ją zrozumieć i ochronić?

Jedną ze zwolenniczek zwrotu od high-tech do low-tech jest Julia Watson – architekta, antropolożka i aktywistka, która spędziła 7 lat w podróży po Azji, Afryce i Ameryce Południowej, badając, jak różne społeczności plemienne radzą sobie z życiem w trudnych warunkach klimatycznych. Udokumentowała to w publikacji „Lo-TEK: Design by Radical Indigenism”, będącej z jednej strony księgą rdzennej mądrości, a z drugiej – instrukcją obsługi współczesnych wyzwań projektowych.

Cała wstecz

Watson zagłębia się w lokalne mitologie, ludową wiedzę ekologiczną i starożytne, ale wykorzystywane do dziś technologie. Od łączących wioski z przeciwległych stron wąwozów „żywych mostów korzeniowych”, tworzonych z drzew figowca przez plemię Khasi w północnych Indiach, przez pomagające zatrzymywać wodę „ogrody gofrowe”, uprawiane w pustynnym klimacie przez plemię Zuni w Meksyku. A nawet po pływające osady ludu Ma'dan w Iraku, pozwalające na życie na bagnistych terenach.

Niezależnie od szerokości geograficznej, łączy je jedno – design w symbiozie z naturą. Wnioski? Wszystkie najważniejsze innowacje, które mogą pomóc naszym domom i miastom zaadaptować się do zmian klimatu teraz i w przyszłości, zostały wynalezione... przed wiekami.

Prawdopodobnie zgodziłaby się z tym Marina Tabassum, bengalska architektka, która zaprojektowała Khudi Bari (dosł. malutki dom) – mobilne schronienie na wypadek występujących coraz obficiej w delcie Gangesu monsunów. Wystarczy równowartość 300 dolarów i ultralekki, szeroko dostępny w okolicy bambus, by (ręcznie i w krótkim czasie!) złożyć dom dla 3-osobowej rodziny.

Jak to możliwe? Dzięki oparciu całej konstrukcji na tradycyjnej wiedzy, technikach budowlanych i rzemiośle lokalnej społeczności. Khudi Bari to architektura, która sięga wstecz, ale patrzy wprzód, zapewniając bezpieczeństwo i – zupełnie dosłownie – ratując życie.

Re:generacja

Żyjemy na kredyt zaciągnięty u przyszłych pokoleń. Fakt, że w roku 2022 Dzień Długu Ekologicznego wypadł najwcześniej w historii (28 lipca), mówi sam za siebie. Dlatego projektanci wiedzą już, że design, który nie szkodzi, to za mało. Tworzą więc przedmioty i przestrzenie, które mają potencjał regeneracyjny i mogą wywołać realne, pozytywne zmiany w świecie.

Projektując dziś, starają się odbudować jutro.

Punktem wyjścia jest najczęściej myślenie o zasobach. Architekci szukają nowych materiałów, których produkcja nie tylko nie będzie degradować środowiska, ale wręcz je wzmacniać. Skłaniają się między innymi ku roślinom. Takim jak konopie. Mają one wyjątkowe właściwości – absorbują CO2, odżywiają glebę, wytwarzają pyłek, którym karmią się pszczoły, a ich uprawa nie wymaga użycia pestycydów ani dużych ilości wody.

Na obrzeżach Cambridge powstał niedawno jeden z pierwszych na świecie domów wybudowanych niemal w całości z ich liści i łodyg. Flat House projektu studia Practice Architecture jest w zasadzie zeroemisyjny, oddychający, trwały, utrzymujący ciepło i... niezwykle przytulny w swojej organicznej estetyce.

Wielokrotne (z)użycie

Na przeciwległym (technologicznie) biegunie leży myślenie o regeneracji samych przedmiotów. Czy niedługo nasze meble będą zdolne zmieniać się w czasie zgodnie z naszymi potrzebami? Projektanci z kopenhaskiego labu Space10, badającego design przyszłości, są przekonani, że tak. Wspólnie ze studiem Oio opracowali Updatables, czyli serię stołów i krzeseł, które mogą ewoluować jak żywe gatunki roślin czy zwierząt.

Po przeskanowaniu przez stworzoną na potrzeby projektu aplikację, otrzymują one własny „głos” i komunikują potrzebę naprawy lub proponują (i wizualizują!) „aktualizacje”, dostosowujące mebel do sposobów, w jaki jest użytkowany. Wszystko to jest możliwe dzięki zastosowaniu przez twórców technologii sztucznej inteligencji, rzeczywistości rozszerzonej oraz... algorytmu ewolucyjnego, wzorowanego na procesach zachodzących w świecie przyrody.

Z tą różnicą, że w tej ewolucji nie chodzi o przetrwanie, a o zrównoważony rozwój.

Jednak design regeneratywny to nie tylko działania człowieka dla człowieka. Wręcz przeciwnie – to wyjście poza antropocentryczny punkt widzenia i objęcie uwagą wszystkich istnień na naszej planecie. To próba (od)budowania międzygatunkowego miejskiego hubu, w którym ludzie, zwierzęta i rośliny egzystują na równych prawach, wspierając się wzajemnie.

Przykładem takich działań jest Alusta Pavilion – osiedle dla owadów, zaprojektowane przez fińskich architektów Maiju Suomi i Elinę Koivisto. To swoisty labirynt zlokalizowany w centrum Helsinek, stworzony z recyklingowalnych, niewypalanych cegieł, gliny oraz drewna i otoczony dziesiątkami przyciągających zapylacze roślin – stokrotek, krwawników, przetaczników i szałwii.

Perforowane konstrukcje stanowią schronienie dla owadów, a ścieżki między nimi – dla ludzi. Całość odbudowuje kurczącą się faunę i florę, a wizualnie ożywia tkankę miejską jako oryginalna, urbanistyczna rzeźba.

Na pulsie zmian

Future-proof design zakłada, że projektowanie może łączyć technologie przyszłości z mądrością przeszłości, a zaspokajanie potrzeb człowieka z dbałością o dobro planety. Futopia? Raczej rzeczywistość, która powoli zaczyna rozgrywać się na naszych oczach.

Jeśli tylko wiemy, gdzie patrzeć.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

tagi

re:
Design odporny na przyszłość
VIEW

następny artykuł
Re:view lubi ciastka. A ciastka to cookies. Re:view na Twoim mobajlu, kompie czy tabku to ciastka na talerzu. I to oznacza, że się na nie zgadzasz. Ok
Chcę dowiedzieć się więcej