fbpx

RE:
VIEW

Zgaśmy miastom światło. Niech idą spać

Brak wody, za mało powietrza, ale co to będzie jak zgaśnie światło! Może w czasach kryzysu zdamy sobie sprawę, że jasność nocą to coś egzotycznego?

Autor:RAFAŁ ROMANOWSKI
Opublikowano:20 KWI, Poniedziałek

Gdy miasto tonie w ciemnościach, zaczynają się strachy. Że pobiją, że zgwałcą, że w aucie szybę wybiją. Potkniesz się, wywrócisz, pies zacznie wyć.

Co wtedy?

Zdjęcia nie oddają.

Zgasły wszystkie światła. Ulica pełna wysokich kamienic zmienia się w ciemny tunel. Wille na przedmieściach jak czarne grobowce. Bloki to poczerniałe tafle.

Horror jakiś. Park milczy złowrogo, ucho szuka dźwięków. Twarz staje się na przemian czerwona i zielona. Nie od złości czy zdumienia, a od migających sygnalizatorów na skrzyżowaniu. Te się cudem ostały…

Chodźmy stąd

A przecież to serce Europy! Nie slumsy w Rio de Janeiro, przedmieścia Islamabadu czy peryferia stolicy Nigerii. Mózgi, przyzwyczajone do medialnych uogólnień, błyskawicznie szukają analogii.

Najlepiej z gęsto zaludnionej Afryki, muzułmańskich m’din czy pełnych niebezpieczeństw brazylijskich faweli. Tak, tam na pewno jest ciemno jak…

Nie to co u nas, w „zachodniej” cywilizacji. U nas światło nocą to coś oczywistego. W miastach Unii Europejskiej czy USA, to elementarz. Choć i na wsiach lamp jest całkiem sporo. Główna droga przez znajomą wieś świeci się całą noc. Gdy zgaśnie - jak kiedyś w małej wiosce Ostrów pod Krynkami na Podlasiu - instynktownie wciskasz gaz.

Trzeba wiać.

Im coś jaśniejsze, tym dla nas jasne, zrozumiałe, bezpieczne.

Im więcej światła, tym miasto bardziej oswojone. Im bardziej błyszczy, tym bogatsze. Oświetla na full swe reprezentacyjne obiekty, pewnie ma się czym chwalić. Kieruje reflektory na ważne budynki – słusznie, warto podkreślić ich wagę. Jaśnieją nocą pomniki, skwery, place – znakomicie, dzięki temu można je podziwiać również po zachodzie słońca.

Jaśnie państwa

Dubaj błyszczy dlatego, bo się świeci. Dzień i noc. Oświetlić paradnymi snopami wysoki na 828 m Burj Khalifa nie jest łatwo. Ale czego nie robi się dla naszych wygłodniałych aparatów w smartfonach. Pod wieżą taniec wodno-świetlistych fontann, z rozświetlonych wieżowców wokół unosi się w niebo jasna łuna.

Instagram szaleje.

Pełen świateł jest też Londyn. Tam głównymi ulicami spaceruje się nocą, jak za dnia. Pięknie świeci się Wiedeń. Uwypukla reflektorami np. taras muzeum Albertina, skąd nocne selfie kradnie serca naszych obserwujących w mgnieniu oka.

Są momenty. Miasta w końcu gasną na moment. Zazwyczaj przegapiamy. Tych kilkanaście minut brzasku, gdy noc ustępuje dniu. Latarnie gasną niemal równocześnie, przez chwilę robi się inaczej.

Rozjaśnia się miękko, powoli, naturalnie.

Noc nadchodzi, głucha

Zróbmy ćwiczenie i zgaśmy miasto. Po prostu wyłączmy - pstryk - całe miejskie oświetlenie. Z konieczności zostawmy parę zapalonych lampek w prywatnych ogrodach. Ewentualnie kilka szyldów emitujących wielobarwne poświaty. Poczuje jak z głową wsadzoną pod kołdrę.

Musi minąć chwila. Zaczną się rysować gwiazdy. Jest ich całkiem sporo. Dotąd chyba nie wisiały sobie ot tak, nad miastem. Oko wyostrza się z każdą sekundą, gwiazdy są wszędzie. Widać księżyc.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: nie ma light pollution.

Czyli efektu zanieczyszczenia światłem nocnego środowiska. Sztucznymi rozbłyskami emitowanymi z tysięcy lamp, latarni, żarówek, świetlówek, LED-ów. Łuny, jaka roztacza się nad miastami. Świetlnej kuli, jasnego kłębu, brudnożółtej skorupy nad dachami.

Jeszcze 150 lat temu nie było light pollution. W pogodną noc mogliśmy wyjść przed dom i bez przeszkód obserwować Drogę Mleczną. Setki gwiazd rozpryskanych po niebie jak drobinki farby na obrazach Jacksona Pollocka.

Umiesz wskazać Wenus? Pokazać Marsa? Gwiazdę Polarną?

Nic dziwnego, astronomią interesujemy się statystycznie raz na dwa lata. Okazjonalna ciekawostka.

Smog świetlny

Urbanizacja, powszechna elektryfikacja, chęć wydłużenia dnia kosztem nocy. To tylko niektóre z powodów, dlaczego niebo nad miastami jest tak chronicznie zanieczyszczone światłem.

Ale czy do grzechów współczesnych metropolii (rakotwórczy smog, chemiczne wyziewy do atmosfery, skażenia wody, wycieki do gleby), nie powinniśmy doliczyć jeszcze świetlnego smogu?

Utrata nocnego nieba to nie tylko smutek fotografów czy artystów-malarzy, co w poszukiwaniu autentycznych gwiazd muszą jechać w leśne czy górskie ostępy. Znacznie bardziej poważnie brzmi zakłócenie cyklu dobowego bio-świata.

Miejski ekosystem to przecież ptaki, owady, rośliny. Kiedy świecimy im prosto w dzióbki, czułki, płatki, deformujemy im rzeczywistość. Możemy wierzyć lub nie, ale docelowo ma to wpływ również na nas.

Gasimy światło!

Kiedy w kwietniu prezydent Krakowa, miasta oświetlonego od lat wszem i wobec, zdecydował o wyłączeniu miejskiego oświetlenia w godzinach 0.00-4.00, sypią się na niego gromy.

Zdecydowana większość mieszkańców i rezydentów twierdzi, że do funkcjonowania w tych godzinach, niezbędne jest im sztuczne światło.

Nie tylko na chodnikach, ale i w parkach, na skwerach czy bulwarach, gdzie bez światła po prostu ani rusz.

Inna sprawa, że oszczędności podyktowane są siłą wyższą (osławiony koronawirus) i zdemolowaniem miejskich finansów w innych obszarach.

Mało kogo to przekonuje.

Ludzie jak ćmy łakną światła.

Oczywiście, rozsądne gospodarowanie energią, dyskusje o rodzajach światła, jego rozpraszaniu bądź skupianiu, zastępowaniu lamp sodowych LED-owymi, barwie oświetlenia (jedni wolą żółtawe, inni białe, jeszcze inni srebrzyste), od kilku sezonów są na porządku dziennym.

W nocy ludzie śpią?

Organizmy miejskie, które inwestowały ostatnio w nowoczesne systemy zarządzania światłem, można wyliczać tysiącami. A temat „smart-lightning” to jeden z ulubionych obszarów firm i startupów technologicznych, których pomysłowość w tej dziedzinie zdaje się nie mieć końca.

Ale i w gonitwie za nowoczesnymi rozwiązaniami, warto znać umiar. Kiedy w 2018 roku na zaproszenie władz Wiednia rozmawiałem z Haraldem Bekehrti, specjalistą ds. oświetlenia LED 33 Wydziału wiedeńskiego Magistratu, zaskoczyło mnie, jak przyszłościowo myślą o tym Austriacy.

Podczas gdy na rozmaitych konferencjach technologicznych i kongresach „smart city” mnóstwo miast (głównie polskich), ścigało się wręcz na jak najnowsze rozwiązania, Wiedeńczycy ze spokojem opowiadali o dawno zakończonej fazie testów w tym obszarze.

I tak systemy rozświetlające osiedlowe chodniki dopiero na sygnał odpowiedniego czujnika odrzucono, jako nieprzydatne. Dlaczego? Bo prowadzone równolegle badania dały jasną (sic!) odpowiedź, że mieszkające w tych kwartałach kobiety instynktownie nie stawiają nawet kroku w ciemność. Po prostu obawiają się czyhającego niebezpieczeństwa.

Kiedy więc porównano koszty czujników, konserwacji, przeglądów z nakładami na tradycyjny schemat ulicznych latarni, wyszło, że instalacja zaawansowanego systemu nie ma sensu. Nie przeszkodziło to jednak władzom Wiednia w kolejnych testach, tym razem wyciemniania większych obszarów miasta w celu stopniowego eliminowania zjawiska light pollution.

Czy to bezpieczne?

Musimy sprawdzić. "Zachodnie" społeczeństwa jako pierwsze zaadaptowały sztuczne światło na masową skalę. Ale paradoksalnie jako pierwsze się w świetle zagubiły.

Rzadziej zaludnione kraje skandynawskie problemu z ciemnością nie mają. Choć i ich miasta toną w światłach, jakby w kontrze do nocy, którą tam spotyka się częściej i dłużej.

Jeśli by szukać zatem inspiracji, to raczej w miastach-molochach Indii, Pakistanu, Bangladeszu, Indonezji czy środkowej Afryki. Tam oswajanie światła wciąż trwa. Wciąż wiele minut w ciągu dnia (nocy) toczy się w ciemności.

Nie wiem jak wy, ale ja po raz pierwszy od dawna świetnie się wyspałem.

Zamiast uporczywego światła latarni naprzeciwko okna, do pokoju płynie mi najprawdziwsza ciemność.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

re:
Zgaśmy miastom światło. Niech idą spać
VIEW

następny artykuł
Re:view lubi ciastka. A ciastka to cookies. Re:view na Twoim mobajlu, kompie czy tabku to ciastka na talerzu. I to oznacza, że się na nie zgadzasz. Ok
Chcę dowiedzieć się więcej