RE:
VIEW

Santa Claus is coming for business

Gigantyczna choinka, zapach grzanego wina i gorącej czekolady, dźwięk świątecznych przebojów. Mikołaj przyjeżdża do miast nie tylko po to, by rozświetlić je kolorowymi lampkami, ma też tu swoje biznesowe i społeczne sprawy do załatwienia.

Autor:DAGMARA MARCINEK
Opublikowano:06 GRU, Czwartek

Miasta uwielbiają się ścigać – największa choinka, najstarszy bożonarodzeniowy jarmark, najpiękniejsze dekoracje, najsmaczniejsze potrawy. Im większe, lepsze, bardziej efektowne, tym większa szansa na przyciągnięcie do miasta turystów spragnionych świątecznej atmosfery.

Turystyka mikołajkowa

- Po szarym listopadzie, kiedy w branży hotelarskiej panuje przestój, od tzw. „weekendu mikołajkowego” wszystko zaczyna się znów kręcić. Świąteczne jarmarki i parady kuszą turystów, którzy przyjeżdżają tu na krótki city-break. W grudniu pokoje są pełne, naszymi gośćmi są i rodziny z dziećmi i zakochane pary – mówi Adam, właściciel hotelu w Hamburgu.

To właśnie niemieckie jarmarki, Weihnachtsmarkt, są jednymi z najsłynniejszych i przyciągających najwięcej turystów. Oprócz przygotowanych z rozmachem dekoracji, aromatycznego Gluckwein i grillowanej kiełbaski, stoi za nimi przede wszystkim tradycja sięgająca już XIII/XIV wieku. W Dreźnie pierwsze targi bożonarodzeniowe odbyły się w 1434 roku i do dziś są jednymi z najbardziej imponujących.

Inne niemieckie miasta, które w okresie świątecznym ściągają do siebie masę turystów to Lipsk, Monachium, Norymberga, Kolonia, Hamburg i oczywiście Berlin, choć jak dodaje Adam, w ubiegłym roku można było zauważyć małe tąpnięcie w ilości turystów wynikające zapewne z obaw po zamachu z 2016 roku.

Nie tylko Niemcy zapraszają na jarmarki, ale i pozostałe kraje niemieckojęzyczne. Atmosferę świąteczną można poczuć też w szwajcarskiej Bazylei czy austriackim Wiedniu. I w Polsce bożonarodzeniowe targi są już tradycją. Choć to te we Wrocławiu są najbliższe niemieckiej tradycji, najwięcej turystów w okresie przedświątecznym przyjeżdża do Krakowa.

Święta w mieście

Władze miast zdają sobie jednak sprawę, że nie mogą w grudniu centralnej przestrzeni miejskiej oddać tylko turystom, bo mieszkańcy coraz mocnej zaczynają na to narzekać. A w końcu oni również mogą wydawać pieniądze na bożonarodzeniowych targach (choć zostawią ich miastu nieporównywalnie mniej niż płacący za komunikację, hotele i jedzenie w restauracjach turyści).

Okres świąteczny jest jednak też dla miasta okazją do integracji i zaangażowania lokalnej społeczności. W samym Krakowie nie brakuje organizowanych przez magistrat eventów – szczególnie tych dla najmłodszych: wspólne pisanie listów do Mikołaja, uroczyste zapalanie choinki (26 tys. diod na 15 metrowym drzewku) czy animacje dla dzieci.

Miasto oddaje też scenę lokalnym społecznościom. Na krakowskim Rynku Głównym w grudniu zaprezentują się szkoły podstawowe czy okoliczne miasta, gminy i regiony jak Limanowa czy Rabka Zdrój.

Święta w mieście są też okazją do wspólnego celebrowania lokalnych, unikatowych tradycji. Krakowskie szopki (od tego roku na liście UNESCO jako dziedzictwo niematerialne) prezentowane są pod pomnikiem Adama Mickiewicza, biorą udział we wspólnym marszu, a następnie można je podziwiać w muzuem.

Tradycja do re:wizji

Nie wszystkie społeczności chcą jednak kultywować swoje tradycje, a okres bożonarodzeniowy w mieście okazuje się być dobrym barometrem społecznych zmian.

Problem ze swoją świąteczną tradycją ma np. Holandia. Każdego roku w pierwszą niedzielę po święcie Marcina do wybrzeży Holandii przybywa Sinterklaas (odpowiednik naszego Mikołaja), który wraz z uroczystą paradą przechodzi ulicami miast rozdając dzieciom korzenne ciasteczka. Z jednej strony tradycja Sinterklaasa w Holandii jest tak silna, że pojawiły się postulaty, by dzień, w którym obdarowuje grzeczne dzieci prezentami (5 grudnia) uczynić wolnym od pracy, z drugiej strony uroczysty przemarsz przez miasto jest coraz częściej bojkotowany przez mieszkańców.

Powodem jest Zwarte Piet, czyli Czarny Piotruś – pomocnik Sinterklassa. Jego pochodzenie jest niejasne – jedni mówią, że to od etiopskiego chłopca, inni, że od chłopca z Mauretanii, jeszcze inni utożsamiają go z nawróconym szatanem albo ujarzmionym demonem, a dla innych to pomocnik włoskiego kominiarza. Dziś jednak dla wielu mieszkańców Holandii jego czarny kolor skóry jak i złote kolczyki kojarzą się z rasizmem i nawiązują do niewolnictwa. To dlatego wielu Holendrów nie dość, że bojkotuje tradycyjny przemarsz Sinterklaasa z jego Czarnymi Piotrusiami, ale także organizuje manifestacje. Mieszkańcy uważają, że tradycję trzeba zmienić.

- Nie możemy być zakładnikami tradycji. Jeśli widzimy, że coś jest nie w porządku albo prezentuje wartości, pod którymi nie chcemy się już podpisywać, to może czas na zmiany. Jest dużo innych pomysłów na paradę, ale póki co zamiast zmian mamy protesty i coraz mniej widzów na paradzie – tłumaczy mieszkaniec Amsterdamu.

Świąteczna tradycja stała się więc nie tylko okazją do zarobku i integracji społeczeństwa, ale też w soczewce skupiła zmiany i nastroje społeczne.

Targi 2.0.

Bożonarodzeniowych jarmarków też wiele osób ma dość. Jednak ci, którzy narzekają, że w grudniu rynki ich miast zamieniają się w place pełne straganów, muszą pamiętać, że to właśnie w centralnych punktach miast kwitł handel i życie miasta.

Świąteczne jarmarki też  będą więc wymagać re:wizji. Turyści powoli znudzą się utartą formą, a mieszkańcy będą oczekiwać czegoś więcej niż animacji dla dzieci. Na razie coraz większą wagę przykłada się do jakości produktów oferowanych na jarmarkach – zamiast baniek z chińskich fabryk, stawia się na handmade produkty lokalnych twórców, zamiast masowego jedzenia na przetwory od małych gastronomii. Jakość i unikalność oferty, która sprawi, że na bożonarodzeniowe targi z takim samym entuzjazmem będą przyjeżdżać turyści, jak i przychodzić lokalsi jest wyzwaniem dla miast na najbliższe lata

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

tagi

re:
Santa Claus is coming for business
VIEW

następny artykuł