RE:
VIEW

Rothenburg ob der tauber: Bajeczna równowaga

To nie pocztówka z Disneylandu czy bajka dla grzecznych dzieci. Bawarskie miasteczko Rothenburg ob der Tauber udowadnia, że można umiejętnie balanansować. Nie być ani zadeptanym skansenem dla turystów, ani na siłę "smart"

Autor:RAFAŁ ROMANOWSKI
Opublikowano:19 LIS, Poniedziałek

Dzień w zabytkowym hotelu Schwarzer Adler (Czarny Orzeł) przy Klingengasse 12 zaczyna się wcześnie. Trzeba przynieść świeże pieczywo z pobliskiej piekarni, pokroić sery i wędliny na śniadanie, do stylowych garnuszków wlać trochę dżemu i miodu a do dzbanków mleka i jogurtu. Minie chwila, zanim drewniane, kręte schody zaskrzypią pod schodzącymi z piętra pierwszymi gośćmi. Jest chwilę po siódmej rano, Rothenburg ob der Tauber dopiero budzi się do życia.

Tak właśnie wyobrażamy sobie bawarskie miasteczka: szpiczaste dachy z czerwonej dachówki ułożone w równym rządku, fasady o pastelowych kolorach, donice z kwiatami w oknach, w oknach okiennice, brukowane trakty i pasaże, majestatyczne wieże kościołów z pokaźnymi zegarami, bicie dzwonu o równej godzinie i piwne gospody na każdym rogu oznaczone retro-szyldem. 

Tak w ogóle, niemieckich Rothenburgów jest sporo. Ten jest nad rzeką Tauber płynącą przez środkowe Niemcy, w kraju związkowym Bawaria przy granicy z Badenią-Wirtembergią (między Norymbergą, Stuttgartem a Monachium), w rejencji Środkowa Frankonia, przy autostradzie A7. Mieszka tu około 12 tysięcy mieszkańców, ale odwiedza go znacznie więcej. Według wielu plebiscytów i głosowań przeprowadzanych przez ostatnie lata w Niemczech, Rothenburg ob der Tauber uważany jest za istną perełkę bawarskiej architektury i jedno z najpiękniejszych (o ile nie najpiękniejsze) miasto w Niemczech.

Sprzyjać temu ma niemal niezmieniony od średniowiecza układ architektoniczny, nietknięte remontowymi rewolucjami brukowane uliczki oraz zachowane w nienaruszonym stanie zabytki (kościoły, kaplice, mieszczańskie kamienice, mury obronne z wieżami warownymi). Co ważne, w obecną tkankę miasta wpleciono bardzo dyskretnie trasy turystyczne, oznakowanie atrakcji, system identyfikacji. Władze miasta dbają też bardzo o spójność wizualną i wizerunkową miasta, nie zezwalając na otwieranie w zabytkowym centrum sieciowych marketów, dużych oddziałów banków, salonów sprzedaży.

Odwiedzającym miasteczko jawi się więc jako "zatrzymane w czasie", co nie oznacza, że po ulicach przechadzają się bawarscy mieszczanie w strojach z epoki czy kat z toporem. Łatwo jednak zauważyć, że wszelkie atrybuty bogatej historii Rothenburga zostały umiejętnie uwypuklone, zachowane, odrestaurowane i zaprezentowane w oryginalnym stanie. Dlatego też miejskie mury i fasady aż "oddychają" historią, co wcale nie przeszkadza toczącemu się tu normalnie życiu mieszkańców.

Można tu znaleźć prawdziwy, miejski targ z targującymi się sprzedawcami, gdzie wśród stoisk krążą zarówno obywatele miasta, jak i turyści. Działają kawiarnie, cukiernie, lodziarnie, gdzie można kupić lokalne smakołyki (m.in. słynne "kule śniegowe"), wielką popularnością cieszą się tradycyjne gospody i karczmy, nie brak typowo bawarskich restauracji. Działające tu hotele i gasthausy pracują, jak gdyby nigdy nic. Nikt nie stosuje nachalnej reklamy, nie łapie turystów krzykliwymi reklamami czy wciskanymi na siłę ulotkami z ofertą.

Jest rynek (Marktplatz), są kościoły z sterczącymi wieżami i zegarami, są tradycyjne zakłady rzemieślnicze (m.in. wielopokoleniowa pracownia drukarska, kartograficzna i malarska rodziny Jungów), szewc, kaletnik, złotnicy. Oczywiście, są też sklepy z pamiątkami, ale jakby schowane, nie eksponowane, wyrosłe tu w naturalny sposób.

Ale jak na hiper-popularne wśród turystów z całego świata miasteczko, Rothenburg ob der Tauber nie robi wrażenia komercyjnego Disneylandu, obliczonego na wyciągnięcie z kieszeni gości jak największych pieniędzy. Być może sprawia to zasobność bawarskiego regionu, raczej jednak ukartowana już lata temu strategia pozostawienia miasta takim, jakim jest. Ze wszystkimi plusami i minusami średniowiecznego organizmu w stechnicyzowanym XXI wieku.

Ważną kwestią jest też radykalne podejście do kwestii szyldów, reklam, ogłoszeń. Władze miasta pilnują, aby wszelka reklama wizualna była zgodna z charakterem miasteczka, zawierała charakterystyczny krój czcionki, wzornictwo, kształt, kąt nachylenia. Efekt jest piorunująco dobry. Okazuje się, że nie trzeba stylizować "na siłę" miejskich przestrzeni jako tych "trąconych wehikułem czasu". Można też dbać o miasto takim jakim jest, prowadzić niezbędne tylko remonty, nie pacykować każdej skazy, mieć szacunek do bruzd, kruszeń, zardzewień, jako widocznych znaków upływu kilkusetletniego czasu.

Co nie znaczy, że Rothenburg jest zaniedbany. Trudno znaleźć bardziej uporządkowane, logiczne, spójne w wyrazie miasto, gdzie mieszkańcy dbają o pobliską przestrzeń sprzątając ulice, pielęgnując kwiaty w oknach i przydomowych kwietnikach, nie przeszkadzają sobie nawzajem wiodąc życie szczęśliwych mieszczan wśród autentycznych murów, a nie stawianych na siłę i naprędce dekoracji.

I jeszcze jedno: miasto najpiękniej wygląda nocą. Nie dlatego, że chowa swe dzienne piękno, ale dlatego, że drogą urzędowych ustaleń zachowuje to, co charakterystyczne dla miast dawnych, miast z duszą - ciemność. W miejsce spektakularnych iluminacji oświetlających zabytki i jasności lejących się po ulicach mamy tu jedynie... przygaszone do minimum miejskie latarnie. Takie jak dawniej, świecące tylko kilka metrów od źródła światła, ledwie docierające do podłoża. Po śliskim, miejskim bruku nocnego Rothenburga nie chodzi się więc łatwo. Mało co widać i... tak ma być. W końcu podobnie było w średniowieczu, bliźniaczo również w kolejnych epokach.

I choć po rothenburskich uliczkach nie spacerują już dawni latarnicy a gaz w latarniach zastąpiły jarzeniowe włókna, miasto nocą spowija orzeźwiająca ciemność. I kompletna cisza. Nad głową sterczą bezczelnie gwiazdy i rogal księżyca, słychać dalekie szczekanie psa, tajemnicze kroki kilka pasaży dalej, skrzyp drewnianej okiennicy pchniętej ręką kogoś, kto chce wypalić wieczornego papierosa w oknie Schwarzer Adler przy Klingengasse. W pogoni tak wielu, również okolicznych miast, do bycia "nowoczesnymi", "smart", "inteligentnymi" Rothenburg po prostu jest. Udowadnia, że klasyka może sprzedawać się najlepiej.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

re:
Rothenburg ob der tauber: Bajeczna równowaga
VIEW

następny artykuł