fbpx

RE:
VIEW

Eco

Mikro-zioła na 88-milionowe miasta

Urban farms - tak nazywa się najgorętszy trend z pogranicza urbanistyki i ekologii. Warzywa czy zioła produkowane w w miejskiej zabudowie mają zaspokoić głód naszego gatunku. Nie będzie to mały głód. Do 2050 roku aż 70 proc. ludzi zamieszka w miastach. W scenerii niemal jak ze wsi. Wśród ziół, owoców i warzyw. I drapaczy chmur

Autor:RAFAŁ ROMANOWSKI
Opublikowano:27 LUT, Środa

Pomidory rosną przy kominie. Czosnek zaraz koło anteny. Bakłażan sadzę obok rynny i otaczam grządkami ziół: tymianku, bazylii i oregano. Włoska kuchnia kocha te składniki, a ja kocham tradycyjną, włoską pastę z bakłażana. Moja farma na dachu zaspokaja moje podstawowe, kulinarne potrzeby.

Jest już połowa XXI wieku, zima wyparowała z naszej części Europy. Wraz z ociepleniem klimatu nie poszło jednak powiększenie terenów pod hodowlę i rolnictwo. W miastach jest nas coraz więcej. W samej Warszawie mieszka prawie 10 mln ludzi...

Marsz ku miastom

Ale to jeszcze nic. Miasta, jakie znam z młodości, rozrosły się do monstrualnych rozmiarów. W 2019 roku było dla mnie szokiem, gdy zetknąłem się z danymi The Spectator Index, gdzie podano, że największy miejski moloch przyszłej ery - nigeryjskie Lagos - zamieszkiwać będzie aż 88 mln ludzi. Afrykańskie miasta miały miażdżyć: Kinszasa w Kongo - 80 mln, Dar Es Salaam w Tanzanii - 73 mln. Tak naprawdę miażdżą (dosłownie) właśnie teraz. W sukurs idą im aglomeracje Azji: Bombaj - 67 mln, Delhi - 57 mln. Dalej znów czarna Afryka: stolice Sudanu, Nigru, Kenii, każda po 45-55 mln mieszkańców...

To dzieje się na naszych oczach. Miasta biedniejszych obszarów planety zaczęły już puchnąć, pękać, rozpychać się w górę i na boki. Wszystko przez najazd ludności ze wsi poszukującej pracy i zaspokojenia cywilizacyjnych potrzeb. Homo sapiens, wyposażeni w podręczne media na ekranach smartfonów, migrują do miast, przekonani, że warto zawalczyć tam o lepsze życie. Wg prognoz molochy, jakie bardziej znamy (Londyn, Paryż, Hong Kong, Szanghaj, Nowy Jork, Rio de Janeiro) nie urosną tak gwałtownie, jak ich indyjskie czy afrykańskie odpowiedniki. Ale i tak dołożą swoje do wielkiej migracji ku miastom XXI wieku.

Głód wiedzy

Kto nakarmi tych ludzi - pytamy w 2019 roku. Nas będzie coraz więcej, terenów pod uprawę coraz mniej. Być może uczeni opracują żywnościowe tabletki czy inne substytuty pokarmowe. Ale z pewnością nie poradzą sobie z wyprodukowaniem aż takiego ogromu jedzenia dla zasiedlających miasta ludzkich mas. Dodajmy, pokarmu lepszej jakości, niż ten nafaszerowany chemią, jaki kojarzymy jeszcze z ubiegłego wieku. Człowiek przyszłości nie będzie chciał bowiem jeść byle czego. Dostęp do mediów, karmienie (sic!) odbiorców reklamami lepszego świata, zrobią swoje. Bogatszy obywatel przyszłych "Gotham Cities" nada kierunek konsumenckim przyzwyczajeniom. Biedniejszy upomni się o lepsze. W przeludnionych organizmach miejskich zdrowa i świeża żywność stanie się pożądanym towarem. Na wagę złota.

Czy eco-bio-food to obecnie tylko wymysł lewicowych aktywistów czy fanaberia hipsterów? A może to tylko przelotna moda na zielone sałatki, chrupkie owoce, warzywne przetwory sygnowane metką "eco"? Czy może to już wielki biznes, który w ślad za zwyczajami konsumentów wyczuły wielkie sieci handlowe czy kolonie producentów i dostawców?

Odpowiedź znajdziemy na półce najbliższego sklepu spożywczego. Dam sobie rękę uciąć (albo zjem chemicznie świecącą paprykę), że znajdziemy tam specjalne stoisko z bio-produktami. Droższymi, ładniej zapakowanymi. Z napisami, że pochodzą z ekologicznych upraw, dbających o środowisko (z wzajemnością) plantacji. Zakupione wręcza się nam w biodegradowalnych torbach z odzyskiwanego papieru albo rozkładalnych pod wpływem deszczu surowców. Dyskonty czy większe markety wydzielą nam specjalne sektory ze zdrową żywnością. Eco-food jest więc wszędzie. Naciera na nas niczym migrujące do miast miliony, równie głodnych jak my, konsumentów.

Urban farma przyszłości

Jedno jest pewne: sprawna dystrybucja ekologicznej żywności w rosnących gwałtownie miastach to obecnie najgorętszy trend. Gdziekolwiek, na jakąkolwiek konferencję o rozwoju miast nie ruszymy się z naszym Re:, temat "urban farms" pojawia się wszędzie. Miejskie farmy jednym jawią się jako spełnienie ekologicznych marzeń (oto miasta zaczynają produkować żywność na własne potrzeby), innym kojarzą się z "powrotem do korzeni" (miasta produkowały przecież kiedyś żywność, przez wieki na uboższych przedmieściach kwitło zdrowe rolnictwo). Futuryści powiedzą, że to dziejowa konieczność, bo bez miejskich farm niewydolne miasta zagłodzą ludzi na śmierć.

Realiści wzruszą ramionami i powiedzą: to oczywistość, to się już dzieje i nie ma w tym nic odkrywczego...

A jednak: świat odkrywa miejskie farmy. O tym, że ten globalny trend jest perspektywiczny, przekonują już nie tylko naukowcy, ale też miejscy aktywiści, konsumenci oraz przedsiębiorcy. Jednym z dostawców świeżej, zdrowej żywności produkowanej w centrach miast jest Urbanika Frams z Krakowa. Ruszyli kilka lat temu z ryzykownym wówczas biznesem: hodowlą tzw. mikro-ziół. Dziś nie mogą się opędzić od nowych zamówień, uruchomili nową, znacznie większą farmę, testują zaawansowane rozwiązania technologiczne, m.in. sterowanie uprawami za pomocą chmury danych.

Urbanika Farms hoduje rośliny na tzw. farmach wertykalnych (czyli ustawionych pionowo). Podobnie jak w miastach ery przemysłowej wznoszono coraz wyższe budynki układając ludzi w mieszkaniach na kolejnych piętrach, tak teraz wkraczającą do miast roślinność układa się w pionowych systemach. Oszczędność miejsca jest tu kluczowa, poziome uprawy nie mają w mieście szans.

Wzorcowa farma wertykalna wygląda więc nieco inaczej, niż mój "ogródek przyszłości", gdzie wzorem działkowicza hoduję warzywa i zioła na włoską pastę z bakłażanem. To skomplikowana maszyneria, w której rośliny mają czuć imitację realnych warunków: optymalnego naświetlenia słońcem, idealnego powietrza i nawodnienia.

- Tradycyjne, "poziome" uprawy na polach to punkt wyjścia. Kolejny etap to budowa szklarni, czyli sprawienie, że roślinność mimo niesprzyjających warunków rośnie bez problemu. My kroczymy już zupełnie nową ścieżką budując farmy wertykalne czyli pionowe systemy upraw. I dzięki technologii jesteśmy w stanie osiągnąć nawet lepsze rezultaty, niż tradycyjne rolnictwo - Maxim Telish, CO-Founder Urbanika Farms przybliża model działania firmy.

Mikro-zioła, a może nasturcja, kolendra, czosnek

Trzon Urbanika Farms to zaledwie pięć osób. Ich farmy to jednak znacznie większy obszar, niż klasyczne "pole uprawne" nawożone, spulchniane, obsadzane i zbierane przez rolniczy kolektyw. Dzięki specjalnym tacom ułożonym pionowo na półkach farmerzy są w stanie na bieżąco monitorować wzrastanie kolejnych partii roślin. Maxim oraz jego biznesowy partner Michael Kotow opracowali specjalne systemy kontroli, dzięki którym ich miejskie plony są świetnej jakości i smakują doskonale.

Michael i Maxim nie kończyli studiów z agronomii ani rolnictwa. Są ekonomistami, ale pasją do nowoczesnych upraw sterowanych dedykowaną technologią, zarazili się już dawno. Kształcą się codziennie, każdego dnia wymyślają nowe Model biznesowy jaki przyjęli zakłada zredukowanie do minimum łańcucha dostaw żywności do sklepów oraz skrócenie czasu oczekiwania na zamówiony towar. Plus pełen proces kontroli jakości uprawianych roślin oraz gwarancję ich sterylnej czystości od momentu zbioru po zakup przez klienta.

Specjalizują się w mikro-ziołach czyli pierwszymi pędami nasion wyrosłych z rozmaitych roślin jadalnych. Mikro-zioła zbiera się od kliku do kilkunastu dni po wschodzie siewu ale - co ważne - przed pełnym wzrostem pierwszej pary liści. Niektóre mają zaledwie kilka centymetrów, inne nawet 10 cm. Od kiełków odróżniają się już tzw. liścieniem czyli nie są już tylko pobudzonym do życia nasionem a rośliną w bardzo wczesnej fazie życia. Ponadto kiełki konsumuje się wraz z korzeniem a od mikro-ziół korzeń jest odcinany.

Jakie mikro-zioła znajdziemy w ofercie Urbanika Farms? M.in. groszek, słonecznik, nasturcję, rukolę, różne odmiany rzodkwi czy gorczycy, czerwoną kapustę, czosnek, kolendrę, koper włoski, pak choi, brokuł czy szczypiorek. Mają wyrazisty smak, mnóstwo witamin i minerałów. Ich kulinarne zastosowanie to nie tylko konsumpcja "na surowo" ale też dekorowanie potraw przed podaniem, dodatki do mięs czy koktajli. Wśród klientów głównie coraz bardziej wyspecjalizowane w eko-żywności markety (m.in. Carrefour) ale też restauracje celujące w droższych i bardziej świadomych walorów zdrowej żywności, amatorów smaku.

Rośliny (jak) ludzie

- Nauczyłyśmy się, że każdą z tych roślin trzeba traktować indywidualnie. Nasza początkowa wiedza ze studiów na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie okazała się nie do końca przydatna w zetknięciu z żywymi organizmami. Tak naprawdę codzienna praca nad ich mikro-życiem nauczyła nas pokory i wzbudziła chęć do coraz lepszych i bardziej zaawansowanych eksperymentów. Roślinność, tak jak ludzie, ma swoje kaprysy, zwyczaje, fochy - zauważa Marlena Grzanka, farm manager Urbanika Farms.

Cały proces przeprowadzany jest zgodnie z prawidłami natury. Choć wielu wydaje się, że to sztuczne warunki uprawy, tak naprawdę roślinom Urbaniki Farms jest... lepiej w piwnicach Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie (główne laboratorium firmy), niż na otwartej przestrzeni.

- Nie używamy ziemi. Nasze bezglebowe tace zalewowe pokryte są specjalną mieszanką, z której rośliny czerpią więcej, niż z klasycznej gleby. Unikają przy tym chorób i rozmaitych skażeń, od jakich roi się na powierzchni ziemi. Zamiast słońca oświetlane są specjalnymi lampami, które dają im stałe i optymalne oświetlenie. Oprócz tego funkcjonuje tu system specjalnych filtrów oczyszczających atmosferę niemal w 99% - wylicza Edyta Kąkol, chief plant scientist Urbanika Farms.

- Wszystko to natura. Ludzkie ciało również posiada filtry, ale te które stosujemy tutaj są jeszcze skuteczniejsze. Dzięki temu mamy gwarancję, że nasza paczka opuszcza farmę z certyfikatem najwyższej jakości - mówi Paweł Ozygała, technical director. Podkreśla, że najważniejsze cele firmy to lokalna, zrównoważona uprawa, bez pestycydów i GMO, dostępna przez cały rok jako źródło witamin i antyoksydantów.

Z kamerą wśród roślin

Urbanika Farms wybiega więc naprzeciw oczekiwaniom nie tylko detalicznych klientów, ale też całych społeczności a nawet społeczeństw. Czują, że takich inicjatyw w miastach jest coraz więcej. Na łamach Re:view opisywaliśmy m.in. "rajski Øgródek" czyli Ø-Haven - innowacyjny, współdzielony ogród miejski w Aarhus w Danii. Tu właśnie mieszkańcy apartamentowców osiedla Iceberg hodują w drewnianych skrzynkach i na paletach ekologiczne zboże, zioła, kwiaty, warzywa, owoce. Pomysł jest prosty: jeśli chcesz być częścią społeczności Ø-Haven musisz przynieść własne nasiona bądź sadzonki. A potem dbać o nie przez cały proces ich wegetacji.

Urbanika Farms to jednak nie hobbystyczne uprawy a twardy biznes, skalowany zresztą od początku na globalną skalę.

- Dążymy do tego, aby w bliskiej przyszłości dysponować siecią co najmniej kilkunastu miejskich farm sterowanych i kontrolowanych za pomocą chmury danych z poziomu komputera lub smarfona. Wówczas będziemy mogli np. z Krakowa kierować procesem siania, wzrastania i plonów np. na farmie w centrum Sztokholmu czy Oslo. Ale nie tyczy się to tylko chłodniejszych, niż Polska, kierunków bo w odpowiednio zaprojektowanych farmach wertykalnych można uprawiać świeże, soczyste zioła czy warzywa wśród wieżowców spalonego słońcem Dubaju czy na piekielnie wrzącej pustyni w Arabii Saudyjskiej - prognozuje Michael Kotow.

Zdaniem Maxima Telisha urban farms już teraz stają się jednym z niezbędnych elementów w funkcjonowaniu inteligentnych ośrodków miejskich, tzw. smart city.

- Nie wyobrażam sobie miasta przyszłości bez uregulowanej kwestii logistyki, transportu ale też produkcji żywności tu i teraz. Technologie, jakie coraz częściej stosuje człowiek do zarządzania miastami, mogą również z powodzeniem kontrolować nad łańcuchem produkcji i spedycji żywności wprost na stół konsumenta. My dokładnie to robimy. Łączymy sztukę ogrodnictwa z rozwiązaniami hi-tech, klasyczne rolnictwo z nowoczesnymi metodami zbiorów, uprawy w coraz bardziej zaawansowanych inkubatorach z doświadczeniem obserwowania rośliny w doniczce czy podczas wegetacji na polu - zaznacza Maxim.

Mix na nowe czasy

- Skoro w Nowym Jorku od coraz prężniej rozwija się rolnictwo dachowe, co widać na przykładzie Brooklyn Grange, największej na świecie szklarni na dachu o powierzchni 40 tysięcy metrów kwadratowych, to dlaczego inne miasta w świecie nie mogą iść tym śladem? - pyta Dominika Krzych, CO-Founder projektu Inspekty i współzałożycielka pierwszego portalu o miejskim ogrodnictwie w polskiej sieci www.inspekty.pl. Opisuje zrównoważony model nowojorskiej szklarni, gdzie ekologiczne pomidory, sałatę, zioła i owoce uprawia właściciel ekskluzywnej sieci delikatesów Vinegar Factory.

- Szklarnie na dachach, ekologiczne wieżowce, grządki z warzywami w parkach miejskich – w wielu miastach globu to już standard. Cieszą swoich właścicieli, dostarczają mieszkańcom zdrową żywność, wspomagają środowisko naturalne oraz pozytywnie wpływają na wygląd współczesnych metropolii. Farmy miejskie to dobry pomysł na zmianę wizerunku miasta - komentuje Katarzyna Basiewicz, również CO-Founder w Inspekty.

Na razie takie inicjatywy jak Urbanika Farms to kropla w morzu (nadchodzących) potrzeb. Ale też oferta skierowana nie wyłącznie do bogatego klienta. Paczka pachnących, aromatycznych ziół prosto kosztuje w wybranych marketach około 5 złotych. Co ważne, wyhodowanych w centrum pełnego smogu Krakowa a mimo to krystalicznie czystych.

Na razie w ofercie mamy ziołowy mix "polski", "włoski", "orientalny". Nadchodzą następne - obiecuje kolektyw Urbanika Farms.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

tagi

re:
Mikro-zioła na 88-milionowe miasta
VIEW

następny artykuł
Re:view lubi ciastka. A ciastka to cookies. Re:view na Twoim mobajlu, kompie czy tabku to ciastka na talerzu. I to oznacza, że się na nie zgadzasz. Ok
Chcę dowiedzieć się więcej