fbpx

RE:
VIEW

Zegar kryzysu zabije tu najszybciej

Autor:LAURA FLASZCZYŃSKA
Opublikowano:26 MAR, Czwartek

Dziś opowiemy Wam o Canary Wharf. O barometrze zmian na ekonomicznej mapie biznesowego Londynu, gospodarki Zjednoczonego (wciąż) Królestwa, kontynentu europejskiego i - wreszcie - świata.

Właśnie tu przeobrażenia / przekształcenia zachodzą jako pierwsze. Kiedy nadchodzi kryzys, Canary Wharf odczuwają to jako pierwsze. Kiedy po kryzysie nadchodzi ożywienie, tu, w dokach nad leniwie płynącą Tamizą, czuć je momentalnie.

Canary Wharf jak w soczewce skupia to, co najbardziej istotne dla gospodarczej mapy globu. A zatem warto wziąć je pod lupę. I pod obiektyw naszej kamery.

Zwłaszcza że np. z okolic London Bridge, gdzie bywamy często, dojeżdża się tu szybko nowoczesną linią metra Jubilee. Albo z stacji Bank bezzałogową kolejką DLR, niegdyś krzykiem techniki...

Najpierw tło. Decyzją większości obywateli, Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 go stycznia 2020, pociągając za sobą fale nieuchronnych i szeroko pojętych zmian. Dla jednych był to moment zwycięstwa demokratycznych wartości, dla innych przymusowy udział w ekonomicznej i gospodarczej ‘rosyjskiej ruletce’.

Sympatycy Brexitu, malowali portret kraju uciemiężonego ścisłymi przepisami UE, obciążonego niepohamowaną emigracją praco-żerczej ludności. Ale i dobrobytu, który był dostępny na wyciągnięcie ręki - lub precyzyjniej - długopisu.

Poniesiona wodzą fantazji ludność zubożałych i przez lata ignorowanych przez parlament części kraju, nareszcie poczuła, że jest w stanie wymusić przewrót w scentralizowanym systemie niekończących się inwestycji w infrastrukturę i rozwój stolicy.

Bez względu na to, czym kierowało się 52% wyborców, wraz z głosem większości chylącym się ku Brexitowi, firmy, przedsiębiorstwa i emigranci zaczęli pakować przysłowiowe walizki. Pomimo usilnych starań ze strony partii Remain, klamka zapadła i drzwi Europy nie stoją już dla Brytyjczyków otworem.

Szach-mat

Wydawałoby się, z niekrytym zaskoczeniem ogółu, że Brytyjczycy przekonani swoją pozycją w Europie, dyktować będą warunki współpracy z Unią. Boris Johnson ochoczo szermował hasłami brytyjskiej wersji gospodarczo-handlowej umowy CETA, potem kłoniąc się ku wersji australijskiej. Mocno zaskoczony rząd brytyjski usłyszał, iż takiego nie wynegocjuje, bo Australią ani Kanadą nie jest.

Pozornie sprawa oczywista. Postkolonialne odnogi UK łączy już raczej symboliczna Wspólnota Narodów, Teraz widać, naiwna była to idea.

Gdyby metoda ‘a nóż widelec’ okazała się skuteczna, inne, równie nadąsane i nonszalanckie kraje podążyłyby jej śladem. I wkrótce pokroiłyby Unię Europejską na dziesiątki kęsów, czekających na ekonomiczne pożarcie przez supermocarstwa. Fryzura Johnsona, dziś trafniej niż kiedykolwiek, reprezentuje stan kraju po drugiej stronie Brytotunelu. Brzmi niegrzecznie? Tak, chcemy napisać to niegrzecznie!

Chciałoby się rzec, że Brytyjczycy sami nadziali się na ten widelec! Bronili się rękami i nogami, lecz wyjścia ostatecznie nie mieli. Koniec końców, demokracja zwyciężyła i bez względu na to, czy głosujący mieli świadomość konsekwencji swoich wyborów czy nie, stały się one bezzwłocznie namacalne.

W Londynie nikt takiej opcji nie brał nawet pod uwagę. Najpierw pojawił się "biblijny" chaos i niedowierzanie. Świat biznesu nagle stracił grunt pod nogami i z dnia na dzień, zaczął stąpać po cienkim lodzie negocjacji z Brukselą. I tak oto podskórna panika, schowana za skrupulatnie skrojonymi garniturami bezsłownie krzyczała: Canary Wharf tonie!

A raczej Canary Wharf jaki dotychczas znaliśmy. Przyznać trzeba, że dzięki dotychczas otwartym granicom, brytyjskie i amerykańskie firmy finansowe, miały dostęp nie tylko do 50 lecz do 500 milionowej puli potencjalnych klientów.

Ekonomiczny Titanic?

Chluba nowoczesności i siły, pokryta stalą i szkłem. Odbija promienie słońca, witając nimi tych, którzy przychodzą ją podziwiać lub zacierając ręce, wyciskając hajs. Jednak wiele firm które nazywały te dzielnice domem, otrzymało teraz one-way-ticket do innej, ekonomicznej stolicy Europy.

Tak jak wspomnieliśmy, Canary Wharf wzniesiono końcem lat 80 tych na ruinach upadłych portów Londynu. Położone nad Tamizą doki były zbyt przestarzałe by obsługiwać zmodernizowane, wielkoformatowe statki ze zmechanizowanym typem rozładunku. Wygryzła ich nowoczesność. Projekt kilka razy ruszał, znów stawał, przejmowały je m.in. konsorcja kanadyjskie. Dlatego teraz skwery pomiędzy wieżowcami zwane są "Canada Square".

Wreszcie w połowie lat 90-tych XX wieku zaczął tętnić życiem. Szybko stał się on siedzibą topowych banków, między innymi JPMorgan Chase, Citigroup and HSBC. + morza ich pracowników. Rywalizując od początku z londyńskim City i stopniowo rozkładając siły pomiędzy dwa biznesowe centra miasta.

Jak będzie teraz? Czy rozbrat z europejską wspólnotą i łomoczący do drzwi globalny kryzys oszczędzą "Kanarkowe Nabrzeże" i stworzą tu przetrwalnikową formę na xięższe czasy?

Krajobraz zmian

Tym razem nie technologiczny postęp, lecz prawo, wymusza zmiany w składnikach siły roboczej tego regionu. Wielka Brytania, pozbywając się europejskiego paszportu, pozbawia swoich mieszkańców wszelkich przywilejów, które dotąd były dla nich oczywiste. Typowo brytyjska megalomania może wpłynąć na nastroje społeczeństwa i jego zachowanie, jednak prawo stoi na nią niewzruszone i chłodne.

Korporacje, świadome ‘czarno na białym’ spisanych regulacji, już ogłaszały wyprowadzkę z Wysp do innych europejskich siedzib. Wabik jest jeden: aby móc nadal korzystać z benefitów wspólnoty, gwarantujących ich przetrwanie.

Nie ma łatwo. Na drodze sielskiej przeprowadzki firm z Canary Wharf ku pozostawionej Unii, stanęły długoterminowe kontrakty wynajmu biur i kolosalne czynsze, do których zapłaty konsorcja były zobowiązane prawnie.

Jednym z pierwszych uciekinierów, były europejskie agencje z siedzibą w UK, mowa tu między innymi o European Medicines Agency (EMA), która została ulokowana w Amsterdamie i European Banking Authority przeniesionemu do Paryża.

Pomiędzy nimi fala emigracji łącznie zabrała tysiące specjalistów. Gwałtowny rozwój wydarzeń sprawił, że przedsiębiorstwa zmuszone do nagłej ucieczki, znalazły się w biurokratycznej pułapce. EMA usilnie próbowało anulować 25 letnia umowę leasingu siedziby , jednak decyzją sądu, zmuszone było do pokrycia rachunku.

Mowa tu o niebanalnej kwocie 500 mln funtów, łącznie z 16 mln euro rocznej kwoty wynajmu biura przy 30 Churchill Place Canary Wharf w Londynie. Mimo że prawnie, korzystać z niego nie mogło. Chcąc znaleźć wyjście, z tej iście patowej sytuacji, Europejska Agencja Leków wydzierżawiła leasing coworkingowej firmie WeWork. Problemy znów zaczęły się piętrzyć.

What's next?

Wciąż jednak, generującą ponad 120 tysięcy miejsc pracy dzielnicę Canary Wharf, uważa się za największe centrum zatrudnienia na obszarze Wielkiej Brytanii. Jednak przyszłość i taktyczne działania firm, nadal stoją pod jedną, wielką niewiadoma. W rzeczywistości decyzja wyjścia z Unii jest jedynie czubkiem owej samozwańczej góry lodowej. Jej fundamenty zaś, to wszelkie dotychczas zawarte umowy handlowe, które przez następne miesiące lub lata ponownie przejdą szczegółowe pertraktacje.

Realnie rzecz biorąc, jeśli negocjacjom umowy wyjścia z Unii po trzech i pół roku nie było końca, biorąc pod uwagę obecny stan pandemii, firmy te przez lata trwać mogą w strategicznym zawieszeniu. Gdzie sceptycy widzą kryzys, przedsiębiorcy widzą możliwość zarobku.

Biznes z centralnego Londynu przenosi się do świeżutkich, klimatyzowanych wieżowców, a wśród nich Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju ( EBOR) z datą przeprowadzki na 2022. Widok jednak, zaskakująco cieszą scenki rodzajowe postbrexitowego portu.

Mężczyźni zamiast garniturów noszą luźne dżinsy i pociechy w nosidełkach, plotkując z innymi również widocznie na tacierzyńskim. Deweloperzy bowiem, objęli strategię przekształcenia Londyńskiej wersji Wall Street, w ukierunkowane na millenialsów kryształowe osiedle mieszkaniowe. Przy wciąż wysokim, pomimo nieziemskich cen, popycie na nieruchomości mieszkalne, nisza spotyka zysk, z wolna przekształcając okolice.

Nowe budynki wkrótce wypełnią młodzi tech specjaliści i start-upy , a ulice już obrastają w sklepiki i kawiarnie. Dbając o bogactwo tego miejskiego ekosystemu, deweloperzy i projektanci miejscy kultywują stabilność poprzez różnorodność. Grupa Canary Wharf przekształca te dawną strefę finansjery w nowoczesne miasteczko, tworząc coś na kształt brytyjskiej wersji Singapuru.

Dzisiejszych en vogue , przedsiębiorczych millenialsów, znajdziecie przy nowo wzniesionych Canary Wharf Estate, Thirty Casson Square czy Wood Wharf. I choć wiele biznesów w okolicy mocno ucierpiało, do portu w którym do niedawna pływały finansowe rekiny, zawitał niespodziewanie spokój.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

re:
Zegar kryzysu zabije tu najszybciej
VIEW

następny artykuł
Re:view lubi ciastka. A ciastka to cookies. Re:view na Twoim mobajlu, kompie czy tabku to ciastka na talerzu. I to oznacza, że się na nie zgadzasz. Ok
Chcę dowiedzieć się więcej