fbpx

RE:
VIEW

Eco

Lodowce umierają płynąc

Rwącymi rzekami lodowce spływają do oceanu. Ale nasze oczy wolą tego nie widzieć. Wolimy patrzeć jak Instagram moknie od zdjęć topniejącego świata. Drogo za to zapłacimy. Ale będzie już za późno

Autor:RAFAŁ ROMANOWSKI
Opublikowano:17 LUT, Poniedziałek

 

Żegnać lodowiec można raz. Nie zmartwychwstanie.

Mało prawdopodobne, że skorupa ziemska zaskorupieje ponownie pod skorupą lodu. Że wrzące miasta czy rozpalone stepy znów schłodzą się zimnem z obu biegunów.

Zebraliśmy się więc tu, aby pożegnać Okjökull. W skrócie Ok.

Zdecydowanie nie jest "ok", że ludzie muszą patrzeć na śmierć lodowców. Że te umierają im pod nogami. Że zamiast mas lodu, jakie od dzieciństwa grawerują się im w pamięć, pod stopami wilgotnieje tylko płytka kałuża...

Okjökull umarł bo był bardzo stary. Choć niekoniecznie. Biblijny Matuzalem żył 969 lat, a Okjökull miał ich ponad 700. Być może już się zmęczył ziemskim życiem i chciał spłynąć stamtąd jak najszybciej.

Ekolodzy załamywali ręce, naukowcy rwali włosy z głowy. A on topniał, topił się, stapiał z otoczeniem. Zimą kapał mniej, w lecie ciekł jak wyżymana ścierka.

Tak już miał

Choć nie lubimy pożegnań, na "bye bye" dla Ok przyszliśmy. Wraz z premierką Islandii Katrin Jakobsdottir, minister środowiska Gudmundur Ingi Gudbrandsson i byłą prezydent Irlandii Mary Robinson (tak, Irlandia nazywa się podobnie, to również wyspa, podobnej wielkości, choć od wieków bez lodowców). Stoimy słuchając żałobnego ceremoniału.

- Nie ma czego żegnać - powiecie. Ok spłynął stąd, zanim dotarliśmy. Na oczach wszystkich.

Jest 18 sierpnia 2019. 90 km na północny wschód od Reykjavíku.

Islandia. Gejzery, wulkany, czarne plaże, czerwone dachy domków, mech porastający zastygłą lawę. Bulgocące siarkowodorem ziemskie trzewia w Krýsuvík. Zimne wodospady (Seljalandsfoss, Skogafoss, Gulfoss), co spadają jak welon z wysokich skał. Podgrzane wulkaniczną lawą gorące źródła  Secret Lagoon Hot Spring nieopodal Flúðir.

Choć żegnać lodowiec można było już dawno, medialnie zdecydowano się na to już teraz. Jest trochę kamer, mikrofonów, smartfonów na selfie-stickach. Dzięki zebranym akcja pójdzie w świat. Zainspiruje innych, np. w kantonie Sankt Gallen we wschodniej Szwajcarii, gdzie miesiąc po nas aktywiści pożegnają znany lodowiec Pizol.

Co prawda, Szwajcarom zostanie jeszcze 1499 innych lodowców.

Ale i ta liczba będzie im szybko topnieć.

Islandzka tablica głosi: "Ok to pierwszy islandzki lodowiec, który przestał być lodowcem. Przez kolejne 200 lat wszystkie główne lodowce na wyspie czeka ten sam los. Chcemy żebyś wiedział, że mamy świadomość tego, co się dzieje i co powinniśmy zrobić. Masz wiedzę, czy to zrobiliśmy".

Tak, jest dość patetycznie. Nic dziwnego. Zabrać Islandczykom lodowce, to jak odebrać Włochom Adriatyk czy Francji Lazurowe Wybrzeże. Autor smutnego napisu na pamiątkowej tablicy nazywa się Andri Snær Magnason.

I mówi tak: "mam nadzieję, że za 300 lat ktoś przyjdzie tu i przeczyta ten napis. To symboliczny moment. Globalne zmiany klimatu nie mają początku ani końca. Pomyślałem, że ta tablica to rodzaj alarmu, aby zdać sobie sprawę, że na naszych oczach dzieje się historia".

Bezradność?

Zdarza się, że paski w informacyjnych telewizjach barwią się na czerwono: w wyniku globalnego ocieplenia słynne lodowce Islandii topią się w gwałtownym tempie. Od 2000 roku ich powierzchnia jest mniejsza o 600 km², od początku XX wieku aż o 2 tys. km². Ostatnie lata to rekordowe 40 km² rocznie. Przyspieszyło. Jeśli wszystkie stopią się od razu...

Rusza to was? Niekoniecznie. Siedzicie w swoich, coraz cieplejszych, krajach. Islandia jest daleko, co to kogo obchodzi?

Przykre, że co roku pięć miliardów ton lodu topi się w wodach oceanu.

Co mamy zrobić, skoro od 1900 roku wody mórz i oceanów podniósł się o około 20 centymetrów? Truizmem jest powtarzać bez końca te objawione prawdy, ale nieustanny wzrost poziomu wód zagraża wyspom oraz gęsto zaludnionym brzegom kontynentów. Naukowcy obliczają, że w takim tempie do końca XXI wieku lustro oceanów może wzrosnąć nawet o 82 centymetry.

Czy wyobrażacie sobie, co się wówczas stanie? Czy macie świadomość, że np. 80 lotnisk na świecie może zniknąć pod wodą? W tym np. nowojorskie porty JFK, Newark o La Guardia a tuż za miedzą amsterdamski Schiphol...

Znikniemy pod wodą?

Małe kraje wyspiarskie zostaną zatopione jak pierwsze. Takich państw jak Malediwy, Wyspy Salomona, Fidżi i Kiribati, po prostu nie będzie. A to tylko w bardziej optymistycznym scenariuszu, który nie zakłada choćby stopienia się lodu na Grenlandii.

Lodowy olbrzym Zachariae Isstrom w północno-wschodniej Grenlandii już teraz wylewa spod siebie rwące potoki. Połknął tyle lodu, że gdy go wypluje, światowy poziom oceanów podniesie się o 50 centymetrów. A cała grenlandzka kraina to ogromna kopuła lodu, która po stopieniu podniosłaby poziom światowych oceanów aż o... sześć metrów. 

A wtedy od nagrywanych w panice filmików z ataków tsunami na indochińskie plaże w 2004 roku czy miasta Japonii w 2011, nowe filmy będą się różnić tylko zwolnionym tempem akcji.

Centymetr po centymetrze, metr po metrze woda zalewać będzie każdą dostępną przestrzeń kurcząc człowiekowi przestrzeń do codziennej egzystencji.

Brzmi alarmistycznie? A może najwyższy czas działać? Tak jak wspomniani tu Szwajcarzy, którzy jeden ze swych lodowców - lodowiec Rodanu w Alpach Urneńskich - nakrywają ogromnymi płótnami odbijającymi słoneczne światło. Na pozór brzmi to szaleńczo ale wg specjalistów szwajcarskiego rządu spowalnia to topnienie lodu nawet o 70%.

Holendrzy z uniwersytetu w Utrechcie chcą nieść pomoc lodowcowi Morteratsch nawożąc sztuczny śnieg o bardzo wysokim współczynniku odbijania promieni słonecznych. Zainteresowanym powtarzają, że najwyższy czas na takie działania skoro najnowsze badania ze stycznia 2020 roku pokazują, że nigdy wcześniej zimową porą ocean arktyczny nie dysponował mniejszą ilością lodu.

A przecież z perspektywy - dajmy na to - Szwajcarów problem topnienia lodowców nie musi być aż tak dojmujący. Nie mają dostępu do morza a raczej wysokie góry, z których spływa coraz więcej polodowcowej wody. Raczej więc topią innych, a nie samych siebie.

Jednak świadomość, że to właśnie szwajcarskie lodowce w płynnej postaci znajdą się później wśród zwiększających objętość wód Morza Śródziemnego czy Atlantyku, wzbudza w nich - jak widać - poczucie odpowiedzialności.

Może globalne zmiany, których jesteśmy świadkami dotyczą też sfery mentalności, przemyśleń, pytań do samych siebie. Dopiero teraz zaczynamy komunikować te kwestie ze światem.

A co powiedzieć lodowcowi, który właśnie się topi? Że nam się to nie podoba? Że w zgodzie z najnowszymi trendami w świecie powinien przestać topnieć i przywrócić kształt / postać sprzed roztopienia się?

Że tysiące aktywistów, ekologów, naukowców zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje ale nie potrafią nic zrobić?

Że Greta Thunberg będzie zła?

Otwarta rana

Na razie stoimy bezradni nad lodowcową laguną Jökulsárlón. Przed naszymi oczami suną zamoczone w wodzie bryły lodu. Większe i mniejsze, ostre i z łagodnymi krawędziami, obłe i nieco bardziej kanciaste, skrzące się w słońcu i nieco matowe.

Można stać godzinami i liczyć je jak owce przed zaśnięciem. Można zgadywać kolory, jakie dominować będą w każdym kolejnym odłamie lodu: od śnieżno-białego przez popielato-biały, przeźroczysto-niebieski, brudno-szary aż po naznaczony czernią.

Oderwane od giganta Vatnajökull płyną w dół, ku oceanowi, w zupełnej ciszy. Nie zderzają się z sobą, dostojnie defilują przed nami jakby przewidując, że są to ich ostatnie minuty życia.

Zachwycający widok. Na tle intensywnie błękitnego nieba kontrast z jasnymi taflami lodu. Na granatowej tafli wody błyszczące ostrza srebrno-szklistych brył. Niebieskie pasma, jakie przecinają co większe kawały, bijący od nich chłód i spokój.

Mówi się, że ktoś miał "piękną śmierć". Lodowce tak mają.

Jökulsárlón to jedna odsłona śmierci najsłynniejszego lodowca Islandii. Druga to Diamond Beach, plaża nad pobliskim oceanem, pełna diamentowych kryształów lodu ustawionych na ciemnym, wulkanicznym piasku. Z topniejącego cielska Vatnajökull lodowcowa krew spływa do oceanu.

Jak z rozdartej rany, której nie można niczym zatamować. Niczym zatrzymać.

Instagram się cieszy. Nic nie prezentuje się równie pięknie na instagramowych filtrach, jak agonia dostojnego lodowca mieniąca się w słońcu bajecznymi kolorami. Tak, smartfony w dłoń: #jokulsarlon #iceland #iceglacier...

I tak instagramerki z Korei pozują z selfie-stickiem, omal nie wpadając do wody. Chiński raper-celebryta z ekipą nagrywa "islandzki" teledysk. Wielka amfibia z turystami zapuszcza znów silnik. Motorówką płynie trzech Włochów bez koszulek...

Ot, taki sobie dzień nad Jökulsárlón. Ot, taka sobie śmierć pradawnego olbrzyma z lodu.

Nie krzyczy tu żadna Greta Thunberg. Możemy pójść na spacer.

Słońce dzisiaj grzeje bardzo przyjemnie.

***

15 lutego 2020:

20,7 stopnia Celsjusza, argentyńska stacja badawcza Marambio, wyspa Seymour na wschód od północnego krańca Półwyspu Antarktycznego.

8,6 stopnia Celsujsza, norweskie fiordy w okolicach Bergen

 

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

re:
Lodowce umierają płynąc
VIEW

następny artykuł
Re:view lubi ciastka. A ciastka to cookies. Re:view na Twoim mobajlu, kompie czy tabku to ciastka na talerzu. I to oznacza, że się na nie zgadzasz. Ok
Chcę dowiedzieć się więcej