RE:
VIEW

Eco
1:40

Eco-zwrot ku wodzie: Tajlandia

Pryskające krople wody, powietrze rozwiewające włosy. Ochłoda. W Bangkoku, jednym z najgorętszych miast świata (średnia temperatura wynosi tam ponad 28°C), łodzie i promy to błogosławieństwo dla mieszkańców oraz nieprzyzwyczajonych do upału turystów. Ale nie tylko w stolicy Tajlandia wykonuje zwrot ku wodzie. Tym razem to zwrot mocno nacechowany ekologicznym myśleniem. Całe szczęście.

Autor:MARTYNA TARAS
Opublikowano:28 GRU, Piątek

Bangkok. W powietrzu duchota, skwar, pot leje się strumieniami. Instynktownie szukasz wody - tej w butelce, w kranie, w rzecznym kanale. A płynącej wody jest akurat pod dostatkiem. Przepływająca przez stolicę Tajlandii rzeka Chao Phraya oraz odchodzące od niej tysiące kanałów sprawiły, że miasto było niegdyś nazywane Wenecją Wschodu. Wciąż coś w tym jest. Miejsce gondolierskich wioseł zajmują co prawda burczące silniki, ale miejska woda pozostaje w ciągłym ruchu.

Powrót do źródła

Bangkok był najpierw niewielką wioską, później obozem warownym. Król w obawie przed atakami wojsk birmańskich nakazał wybudować kanały, które miały służyć jako umocnienia obronne. Przez setki lat ludzie budowali głównie domy na palach unoszące się nad rzeką. Tam toczyło się życie, szum wody towarzyszył codziennie większości mieszkańców, rzecznymi korytarzami przewożono wszystko.

Rola transportu wodnego zmniejszała się jednak upływem czasu, gdy zaczęły powstawać drogi lądowe, w które przemieniono zresztą sporą część kanałów. Miasto rosło wszerz i wzwyż, pojawiły się autobusy, a później metro i nowoczesna kolejka naziemna Skytrain. 

Wszystko byłoby pięknie, ale ulice szybko zaczęły się zapełniać. Dziś tysiące samochodów codziennie stoi w olbrzymich korkach przyprawiających kierowców o grymasy złości, a powietrze o smog. Według raportu na temat zrównoważonego rozwoju w Tajlandii, w zestawieniu wszystkich środków lokomocji ruch drogowy odpowiada za ponad 96% emisji gazów cieplarnianych (dla porównania – transport wodny to niecałe 0,5%). Problem dostrzegły władze i do 2020 roku planują wydać 400 miliardów bahtów (ok. 45 miliardów złotych) na przeniesienie części ruchu z dróg na wodę i kolej. Daje to nadzieję, że system transportu wodnego, choć dziś całkiem nieźle zorganizowany, rozwinie się jeszcze bardziej. Obecnie w mieście znajduje się 1161 kanałów o łącznej długości 2272 kilometrów.

Zwróć uwagę na flagę

Pierwsza próba odnalezienia się w wodnej rzeczywistości Bangkoku może być trudna. Po rzece w każdą stronę suną mniejsze i większe wodne pojazdy. Łodzie z kolorowymi chorągiewkami, napakowane ludźmi promy, wycieczkowe statki migocące LEDowymi światełkami, pływające maszyny do zbierania hiacyntów wodnych (chwastów utrudniającyh żeglugę). Sporo tego, ale da się w tym połapać.

Wzdłuż rzeki są 33 przystanie, najpierw trzeba zlokalizować najbliższą z nich. Najszybszym i najtańszym sposobem przemieszczania się z punktu A do punktu B są łodzie ekspresowe. Dla ułatwienia są do nich przymocowane flagi, które z daleka pozwalają na identyfikację linii po kolorze. Przy każdej przystani wisi tabliczka z informacją, który kolor obejmuje dane przystanki.

Niebieską flagą oznaczone są łodzie turystyczne, które zatrzymują się tam, gdzie zażyczą sobie pasażerowie. Wraz z nimi płynie też anglojęzyczna obsługa opowiadająca o mijanych atrakcjach. Żółte i zielone chorągiewki oznaczają, że na pokładzie będą głównie miejscowi spieszący się do pracy lub wracający z niej, nieco już zmęczeni. Te łodzie są najszybsze, zatrzymują się rzadko, łączą północne przedmieścia Bangkoku z centrami biznesowymi. Pływają też łodzie bez flag, które stają na wszystkich przystankach. Podróż nimi trwa najdłużej.

Szybkość w cenie

Przydaje się dobry refleks, bo łodzie przybijają do przystani na bardzo krótką chwilę. Czasem trzeba nawet zaserwować sobie dawkę adrenaliny i wykonać niewielki skok. Pływanie jest tanie, bilety kosztują od 10 do 40 bahtów (w zależności od linii i prędkości łodzi) i najlepiej przygotować sobie drobne, by opłacić przejazd już na pokładzie. Łatwo rozpoznać osobę, której należy dać pieniądze – często potrząsa ona trzymanym w ręce metalowym pudełkiem. Głośny dźwięk zgromadzonych w nim monet słychać z daleka. Przy przystaniach są także kasy, ale oferują tylko nieliczne rodzaje biletów.

Nie zawsze trzeba płynąć wzdłuż rzeki. Z jednego brzegu na drugi kursują promy. Dużo większe od łodzi, głównie z miejscami stojącymi. Odwrotnie niż w przypadku „ekspresówek” – nie można wejść na pokład bez biletu. System opłat w kasie działa jednak całkiem sprawnie, nawet przy sporej kolejce załadunek idzie szybko. Szybkie jest też przekroczenie Chao Phraya - kilka minut, 3 bahty i jesteśmy po drugiej stronie.

Ogonami zamiatają kanały

Najprzyjemniejsza jest jednak podróż tak zwanymi long-tail boats, które wbrew nazwie dłuższe mają dzioby, niż ogony. Trzeba się trochę nagimnastykować, żeby do nich wsiąść, bo pokład jest niewielki i nisko zadaszony. Po zajęciu miejsca ma się wrażenie siedzenia na równi z poziomem wody. Prawie jak w kajaku. Większość z tych łodzi ma nawet specjalne kolorowe osłonki, które zabezpieczają przed zachlapaniem. Zdarza się jednak, że nie pomagają i kilka kropli może nas dosięgnąć.

„Długoogonowce” nie pływają według rozkładów, służą raczej do prywatnych wycieczek. Można złapać taką łódź na przystani niczym wodną taksówkę, ale polecaną ostatnio metodą jest zarezerwowanie rejsu wcześniej przez internet. Pozwala to uniknąć natknięcia się na oszustów, którzy najpierw zachęcają turystów do wejścia na łódź, a później żądają horrendalnej opłaty pod groźbą niewypuszczenia na ląd. Takie sytuacje zdarzają się jednak bardzo rzadko.

Ceny najczęściej ustala się na miejscu. Ta przyjemność jest znacznie droższa niż kursy „ekspresówkami”, ale wciąż nie kosztuje dużo jak na polską kieszeń. Zawsze można też trochę się potargować. Dzięki specyficznej budowie long-tail boats mogą odbijać od głównego nurtu rzeki i wpływać w wąskie kanały nazywane przez miejscowych klongami.

Szybko, ale powoli

Zadziwiające, jak szybko można przenieść się w zupełnie inną rzeczywistość i zobaczyć spokojne, powolne, ale i biedniejsze oblicze Bangkoku z dala od wieżowców i niecichnących odgłosów wielkiego miasta. Szkło i złoto zostawia się za plecami. Na brzegach klongów wciąż wznoszą się domy na palach, niektóre ze starości mocno chylące się już ku tafli wody. Na gankach suszy się rozwieszone pranie. Słychać śmiech dzieci, dla których kąpiel w rzece bywa jedyną dostępną zabawą. W słońcu wygrzewają się warany, od czasu do czasu leniwie podnoszące głowę, gdy łódź z turystami podpłynie za blisko.

Na ogół jest spokojnie, ale miejscami kanały krzyżują się niczym ruchliwe ulice, łodzie muszą ustępować sobie pierwszeństwa, na słupach wiszą znaki ułatwiające nawigację. Wzdłuż niektórych klongów stoją nawet rzędy latarni, do złudzenia przypominające te uliczne. Dzięki nim można pływać także po zmroku, bo choć ten rodzaj wodnych podróży najczęściej wybierają turyści, to wciąż jest wielu mieszkańców, dla których rejs długoonową łodzią jest najłatwiejszym (lub nawet jedynym) sposobem na dotarcie do swojego domu.

Wodne problemy

Każda łódź ma dwa końce. Jest ekologicznie, ale mogłoby być jeszcze ekologiczniej. Jest bezpiecznie, ale mogłoby być jeszcze bezpieczniej. Jest szybko, ale mogłoby być jeszcze szybciej. Gazów cieplarnianych łodzie emitują niewiele, ale stare dieslowskie silniki montowane do wielu z nich przyczyniają się niestety do zanieczyszczania wody, która i bez ich udziału nie należy do najczystszych. I choć w porównaniu do sytuacji sprzed kilkunastu lat stan tajskich wód powoli się poprawia, a rząd stale pracuje nad nowymi przepisami ułatwiającymi wyciąganie konsekwencji w stosunku do produkujących zanieczyszczenia, to te głośne i dymiące silniki powinny ustąpić miejsca nowszym, zasilanym w sposób nowoczesny i ekologiczny. Nawet jeżeli miałoby to oznaczać nieco większą cenę biletu. Poza zakłócaniem czystości, takie silniki zakłócają też ciszę. Te, które są w najgorszym stanie potrafią warczeć tak głośno, że z daleka budzą warany.

Bardzo często łodzie wykorzystuje się też jako... ruchome sklepy. Popularne są tzw. floating markets rozsiane głównie po południu kraju, gdzie nurt rzek jest spokojniejszy. Tu czystość również gra rolę, choć bardziej niż z łodzi zacumowanych do brzegu zanieczyszczenia pochodzą z resztek organicznych i zwykłych śmieci. W kraju trwa więc pro-ekologiczna kampania, która zarazem promuje ten sposób handlu, jak i zwraca uwagę na ewentualne problemy.  

Statystyki bezpieczeństwa są dla łodzi łaskawe, rzadko słyszy się o wypadkach bądź poważnych awariach. Gołym okiem można jednak zauważyć, że wiele łodzi czasy świetności ma już za sobą. Często też brakuje na pokładzie kamizelek ratunkowych. Na brak zainteresowania nie mogą narzekać łodzie ekspresowe i promy, lecz jeśli władze chcą, by ludzie zaczęli częściej wybierać „długoogonowce” należy zająć się ich przystaniami, które bywają w opłakanym stanie – połamane, dziurawe, spróchniałe.

Nie tylko w stolicy

Wystarczy spojrzeć na mapę Tajlandii, by dostrzec tysiące wijących się i przecinających ze sobą niebieskich nitek. Łodzią można dopłynąć do historycznego miasta Ayutthaya wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Z pokładu łodzi można podziwiać plantacje lotosu czy słynny most na rzece Kwai. Można przemknąć łodzią przez dżunglę wsłuchując się w przyprawiającą o ciarki symfonię dźwięków złożoną z tysięcy odgłosów ptaków i owadów.

W całym kraju jest około 4000 kilometrów głównych dróg wodnych i o wiele więcej mniejszych, po których także z powodzeniem można się poruszać. Są też przecież statki i promy, które każdego dnia przybijają do wybrzeży Zatoki Tajlandzkiej i licznych rajskich wysp przewożąc ludzi i towary.

Tajlandia ma wodną historię, wodną kulturę i budowaną od wieków wodną infrastrukturę. Ma też wyjątkowy wodny potencjał. Wygląda na to, że władze go dostrzegają i planują wciąż rozwijać tę gałąź transportu. Trochę czyściej, trochę ciszej, trochę bezpieczniej i będzie idealnie. Niezależnie od rodzaju łodzi - ten wiatr we włosach naprawdę pomaga znieść tropikalną temperaturę. Polujcie na pierwsze rzędy, tam jest najprzyjemniej.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

tagi

re:
Eco-zwrot ku wodzie: Tajlandia
VIEW

następny artykuł
Re:view lubi ciastka. A ciastka to cookies. Re:view na Twoim mobajlu, kompie czy tabku to ciastka na talerzu. I to oznacza, że się na nie zgadzasz. Ok
Chcę dowiedzieć się więcej