RE:
VIEW

Lifestyle
1:55

Dach nad miejskimi zajawkami

Zimą uprawianie miejskich sportów nie należy do łatwych zadań. Z tym większym entuzjazmem witamy każdą nową inicjatywę, która pozwala na jazdę na desce, hulajnodze czy BMX-ie. Po Warszawie, Gdańsku czy Wrocławiu (zimowy) czas przyszedł na Kraków w postaci Street Parku w Tauron Arenie.

Autor:MARTYNA TARAS
Opublikowano:19 GRU, Środa

Po wyjątkowo ciepłej jesieni pierwsze podmuchy zimnego wiatru są bardziej dotkliwe niż zazwyczaj. Jeszcze niedawno odpychałam się na deskorolce w promieniach popołudniowego słońca, dziś po południu jest już ciemno. Jeździć wciąż się da, ale nikła to przyjemność, gdy chroniący przed mrozem kaptur zasłania oczy, dłonie i stopy kostnieją, a zacinający śnieg z deszczem smaga twarz.

Tak mniej więcej wyglądałam niedawno, gdy próbowałam znaleźć wejście do Centrum Sportów Miejskich, które otworzyło się na parkingu podziemnym Tauron Areny w Krakowie. Trochę się pogubiłam, ale wolontariusze w odblaskowych kamizelkach uratowali mnie przed zbytnim wychłodzeniem wskazując drogę do drzwi.

Krakowska arena miejskich sportów

Stukot kółek słychać już przez ściany budynku. Wchodzi się od północnej strony areny, przy granicy z Parkiem Lotników. Najlepiej kierować się na tzw. Małą Halę, a czarny baner z napisem Street Park sam rzuci się w oczy. Po przekroczeniu progu czeka przyjemne zaskoczenie. Jest ciepło! Najpierw trzeba przeczytać regulamin, podpisać oświadczenie - klasyczne formalności, które na szczęście załatwia się tylko za pierwszym razem.

To był dzień otwarcia, więc było za darmo, ale generalnie za wstęp się płaci. Ceny biletów różnią się w zależności od dni tygodnia. Od poniedziałku do piątku trzeba zapłacić 12 zł za normalny, a 9 za ulgowy. W weekendy do tych kwot trzeba doliczyć 3 złote. Powyższe stawki są oczywiście dla osób, które mają zamiar uprawiać tam miejskie sporty. Dla niejeżdżących opiekunów wejście kosztuje 6 lub 8 złotych. Można płacić kartą, a nawet BLIKiem – w dzisiejszych czasach to bardzo wygodne rozwiązanie. Nie pozostaje już nic innego, jak dołożenie dźwięku swoich kółek do panującego w środku gwaru.

Miejsca jest sporo. Centralną część zajmuje mobilny skatepark z przeszkodami od firmy Techramps. Nie ma ich może zbyt dużo, ale każdy, niezależnie od poziomu zaawansowania, powinien znaleźć coś dla siebie. Przeszkody można szybko przestawić i uprzątnąć parking, który jest potrzebny gdy w arenie odbywają się koncerty lub konferencje. W takie dni miejskich sportów uprawiać tam nie można (aktualne informacje na ten temat są publikowane na facebooku Kraków Street Park, warto sprawdzać, aby nie jechać na marne).

Poza rurkami, boxami czy minirampą znajdziemy tam sporo flatu (płaskiej, gładkiej nawierzchni idealnej do nauki podstaw i freestyle’u) oraz najdłuższą w Polsce pętlę rolkową (ponad 270 metrów!). Kilka razy w tygodniu odbywają się darmowe sportowe warsztaty. Deskorolki, hulajnogi, rolki, rowery. Dzieci, młodzież, a nawet seniorzy. Sporo światów splata się tu z sobą. Ciekawie jest obserwować taką symbiozę, która w ciepłych miesiącach raczej się nie zdarza.

Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia jest Łukasz Gawąd – promotor miejskich sportów, założyciel odzieżowej marki Bear HDWR, od kilkunastu lat związany z deskorolką. Wymarzył sobie miejsce, w którym będzie można pojeździć niezależnie od pogody i dzięki współpracy z władzami Tauron Areny oraz przedstawicielami miasta Krakowa jest to dziś możliwe. To jednak dopiero pierwszy krok. Do końca grudnia trwa okres testowy, który rozstrzygnie, czy ten pomysł ma szansę przetrwać. Wszystko zależy od frekwencji. Jeśli chętnych nie będzie wystarczająco dużo, mimo pozytywnego nastawienia, Street Park zostanie zamknięty.

Taka sytuacja znów mocno utrudniłaby życie osób z tzw. zajawką. Co prawda ten skrawek parkingu nie jest jedynym miejscem w Krakowie, gdzie da się pośmigać mimo śniegu i mrozu – nie można bowiem zapominać o pool’u w hotelu Forum, który w tym roku świętował już dekadę istnienia. Krakowscy skejterzy własnymi rękami przekształcili dawny hotelowy basen w klimatyczne miejsce do jazdy, jednak koszty utrzymania go nie są niskie, przestrzeni jest tam niewiele i co za tym idzie, problemów nie brakuje. Problem to zresztą słowo klucz, jeśli chodzi o kryte miejscówki w naszym kraju. O ile otwartych skateparków buduje się w Polsce całkiem sporo, tak porządnych miejsc pod dachem dających możliwość nauki nowych trików musimy wciąż zazdrościć innym nacjom.

Nie tak łatwo o dach

Pierwsze miejsce z prawdziwego zdarzenia, które pozwalało nie porzucać jazdy do wiosny, otworzono w 2004 roku w Warszawie. Skatepark Kamuflage w centrum handlowym Blue City działał przez 7 lat, potem musiał się wynieść, a zmiana lokalizacji nie wyszła mu na dobre. W 2013 roku obiekt zamknięto. Dziś jednak zajawkowicze ze stolicy i tak są w najlepszej sytuacji. Od 4 lat na podziemnym parkingu Stadionu Narodowego jest skatepark i miejsce dla rolkarzy. Choć wielu młodych ludzi próbowało (z lepszym lub gorszym skutkiem) szukać w zimie schronienia na miejscach parkingowych, to warszawski Zimowy Narodowy był pierwszym, który zrobił to oficjalnie i przetarł szlaki dla innych polskich miast (z tego pomysłu czerpie zresztą przecież krakowski Street Park).

Jakby tego było mało, warszawiacy mają jeszcze Ave Park – kryty, ogrzewany obiekt, który poza częścią z przeszkodami ma nawet salę urodzin, siłownię i kawiarnię.
Na pomysł ulokowania centrum miejskich sportów na terenie miejskiej areny wpadli także w Gdańsku. Na Stadionie Energa nie jest to jednak parking, a specjalnie wydzielona przestrzeń pod nazwą Fun Arena. W tym roku do gokartów, trampolin czy tyrolki dołączył skatepark. Nie potrzeba jednak wielkiego obiektu widowiskowo-sportowego, aby sobie jakoś w zimie radzić.

We Wrocławiu w miejsce do jazdy przekształcono starą zajezdnię tramwajową. Nieźle nadają się też stare hale, magazyny, a nawet pustostany, ale los skateparków w takich miejscach zazwyczaj jest ciężki i burzliwy, bo choć lokalne społeczności budują wszystko własnymi rękami, napotykają po drodze wiele przeszkód i nie otrzymują pomocy od miast i gmin. Najpierw próbowano w Białymstoku w pofabrycznych terenach po tkalni i przędzalni. Udało się, ale nie na długo. Zostały wspomnienia i długi.

W tym roku po 8 latach działania zamyka się skatepark 1stFloor w Lublinie, gdzie regularnie odbywały się zawody i warsztaty. W miejscu dającego schronienie pustostanu mają wkrótce powstać bloki. Z budowlaną rzeczywistością zderzyli się także twórcy Skate in Park w Chorzowie. Teren, na którym stoi pełna przeszkód hala o powierzchni ponad 4000 m2 został sprzedany deweloperowi. Ten na szczęście pozwolił korzystać z budynku jeszcze przez nadchodzący zimowy sezon. Mimo próśb do urzędników, nie udało się póki co znaleźć nowego miejsca.

Nie jest łatwo w Polsce uprawiać miejskie sporty, gdy za oknem biały puch. Na szczęście od lat nie brakuje osób, które mimo przeciwności, dzięki swojemu zaangażowaniu i poświęceniu czasu, energii i pieniędzy dają możliwość młodym (ale nie tylko) ludziom na rozwijanie swoich pasji. Fajnie byłoby słyszeć częściej o otwarciu nowego krytego miejsca do jazdy, niż o zamknięciu kolejnego. A już na pewno nie chciałabym dowiedzieć się o zamknięciu Street Parku. Wpadajcie tam i jeździjcie! Odpychanie się jest spoko, nawet bez słońca.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

tagi

re:
Dach nad miejskimi zajawkami
VIEW

następny artykuł