fbpx

RE:
VIEW

A słowo miastem się stało

Multimedialne biblioteki to hit współczesnych miast. Ale też te stare, nobliwe, potrafią zaskoczyć nowoczesnością. Wszystkie łączy jedno: to przyjazne przestrzenie w przyjaznych dla swych mieszkańców organizmach miejskich

Autor:JAROSŁAW MAKOWSKI
Opublikowano:09 LIS, Środa

1.

Wśród pierwszych osadników przybywających z Europy do Ameryki krążyło ciekawe przekonanie. Otóż ci odważni ludzie, którzy pokonali ocean, by budować na nowej ziemi swoje „nowe Jeruzalem, jak określano wtedy Amerykę, musieli podjąć kluczową decyzję - a mianowicie, od czego zacząć tworzyć swoje osady. Uznano, że pierwsze publiczne budynki to będzie kościół i biblioteka.

Dlaczego świątynia? To oczywiste, gdyż pierwszymi osadnikami w dzisiejszym stanie Massachusetts byli europejscy protestanci. Dlaczego jednak bibliotek? Bo nowi przybysze powtarzali, że ich pastorzy, którzy mają wiernym wyjaśniać zawiłości Pisma, nie mogą być tak głupi, jak ich psy.

Przywołuję tę historię, która - nawet jeśli nie jest prawdziwa, to jest dobrze wymyślona (to z kolei mądre powiedzenie Francuzów) - żeby pokazać, jak ważna w każdym mieście jest bibliotek. Ba, jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że biblioteka to serce każdego miasta. „Świątynia”, która gromadzi nie tylko książki i ślady ludzkiej myśli, ale jest miejscem, gdzie ludzie się schodzą, by ze sobą przebywać, medytować, tworzyć. Dlatego przyciąga nie tylko dorobkiem twórczym, ale też architektonicznym. Jest - jak się rzekło - „domem myśli”.

A mury - mury biblioteki/domu - mają dodatkowo podkreślić, że wchodzisz w przestrzeń, w której wszystko ma ci pomagać w namyśle i twórczości. Nie jest więc bez znaczenia, jaki kształt ma biblioteka - w jednych bibliotekach masz przekonanie, że wkraczasz na teren, gdzie myśli się lepiej, w innych, że wkraczasz do jeszcze jednego budynku, gdzie załatwiasz swoje potrzeby.

W tym przypadku intelektualne.

Dlatego chciałbym zabrać Was w krótką podróż po trzech, ale bardzo różnych bibliotekach - owych świątyniach myśli, które nie są tylko gmachami, ale są symbolami naszego cywilizacyjnego dorobku. Jednocześnie są symbolami miasta, w których się znajdują, stanowiąc ich serce.

2.

Zaczniemy od Bolonii. Dodam: miasta, w którym dobrze się czuję. Tak, tej Bolonii, gdzie znajduje się najstarszy europejski uniwersytet (wł. Università di Bologna), założony w roku 1088. W Bolonii, która, jak powiedziała mi pewna Włoszka, jest drugim „czerwonym miastem świata” - drugim, gdyż pierwszym jest oczywiście Moskwa.

A więc w tej Bolonii, zbudowanej z czerwonej cegły i zawsze rządzonej przez lewicowe rządy, gdzie wszystko kręci się wokół nauki studentów. Powiem więcej: być studentem w Bolonii to czuć się tak, jak turysta czuje się na wakacyjnym wyjeździe all inclusive. Miasto jest przyjazne i pomocne. A w jego centrum znajduje się Salaborsa - publiczna biblioteka.

Kiedy stajesz w centralnym punkcie piazza Maggiore - musisz dokonać wyboru. Z jednej strony zapraszają cię schody znajdujące się przed Bazyliką San Petronio - jednym z najstarszych kościołów romańskich w Europie. Na tych schodach widzimy zazwyczaj długie kolejki turystów, którzy chcą dostać się do środka świątyni.

Ale z drugiej strony zapraszają cię schody Salaborsa - schody, które charakteryzują się tym, że - szczególnie wiosną i latem - siadają na nich młodzi ludzie. Studenci, którzy także na tych schodach prowadzących do biblioteki czytają książki, przegląda notatki i... wysyłają smsy.

Wybierając wejście do Salaborsa nie pożałujesz. Pamiętam, kiedy wszedłem tam pierwszy raz - pamiętam, bo to była miłość od pierwszego wejrzenia. Natychmiast zakochałem się w tej bibliotece. Na początek wita cię ogromna otwarta przestrzeń, która zapiera dech. Już wiesz, że jesteś w miejscu szczególnym, miejscu, gdzie skupienie bywalców przeplata się z wizytującymi tę przestrzeń turystami.

Ale, co ciekawe, turyści natychmiast łapią się na tym, że muszą się dostosować do tej atmosfery skupienia i uwagi. Że muszą się zatrzymać, wytężyć uwagę, pomyśleć. Tak - są mury, które prowokują do myślenia. Są wnętrza, gdzie od razu poddajesz się refleksji. To wnętrze bolońskiej Salaborsa.

Miejsca do pracy w Salaborsa znajdują się na antresolach - na pierwszym i drugim piętrze. Trudno znaleźć wolne. Trwa nawet o nie swoista walka, zaraz po otwarciu biblioteki. A walczysz o to miejsce, bo odczuwasz swoisty przemysł udziału w namyśle z tymi, którzy tu przed tobą.

Przymus, który w tej bibliotece staje się rozkoszą.

Intelektualną.

3.

Ze średniowiecznej Bolonii zabieram Was do Finlandii, do stolicy kraju, Helsinek. To miasto na wskroś nowoczesne. A jednym z jego najmłodszych symboli też jest biblioteka. Ta wyjątkowa perełka współvczesnej architektury powstała w ramach obchodów 100-lecie niepodległości Finlandii w 2019 roku. Budynek został zrealizowany według projektu ALA Architects, przyciąga od początku tysiące zwiedzających.

Podobnie jak w Bolonii, także w Helsinkach, gmach biblioteki jest otwarty dla wszystkich - zaprasza do środka. Jakby mówił do przechodnia: „Wejdź, a nie pożałujesz”. Gmach ma kształt zakrzywionego mostu, jego fasada, z wyjątkiem najwyższego piętra, wykonana jest w całości z drewna. Drewno dominuje wewnątrz budynku - tworząc klimat ciepła. Ale nie może być inaczej, skoro jednak jesteśmy w zimnej Finlandii.

To, że biblioteka skrojona jest na potrzeby czytelników, nie dziwi. W końcu nasz czas, to czas konsultacji, paneli delibenatywnych, w ramach który pytamy przyszłych użytkowników przestrzeni, jak ją sobie wyobrażają, i w jakiej przestrzeni czyliby się dobrze. Dlatego dyrektor Oodi, Anna-Maria Soininvaara podkreśla, że w projektowaniu biblioteki udział wzięli jej przyszli czytelnicy.

Napłynęło ponad dwa tysiące pomysłów dotyczących jej wyglądu i użyteczności. Uwagi te zostały uwzględnione przez
firmę architektoniczną ALA, która zaprojektowała wspaniały i niepowtarzalny budynek. „Ludzie natychmiast przyjęli Oodi, co jest naszym największym sukcesem”.

Podobnie, jak bolońska Salaborsa, także helsińska Oodi, mieści się w centrum Helsinek. I podobnie jak jej starsza siostra z Bolonii, składa się prawie w całości z przestrzeni publicznych. Projekt Oodi opiera się na idei podziału funkcji biblioteki na trzy poziomy: aktywny parter (przestrzenie dla różnego typu imprez, kino i sala wielofunkcyjna, ekspresowe usługi biblioteczne), pierwsze piętro do pracy (sale do nauki, pokoje do pracy, sale konferencyjne, sale gier, piętro trzecie, pełniące funkcje specjalne (miejsce na relaks i do czytania – ten poziom najbardziej przypomina typową bibliotekę; znajdziemy tu 7 oaz do czytania, kawiarnię, można też podziwiać Helsinki z tarasu widokowego).

Oodi prowadzi też wiele projektów miejskich, zachęcając mieszkańców do aktywności. Można szyć i haftować na dostępnych maszynach, projektować / drukować w 3D na specjalnych stanowiskach, urządzić warsztaty kulinarne w kuchni, malować obrazy w pracowniach, a nawet... zagrać próbę muzyczną w wytłumionym studiu, wyposażonym w gitary, klawisze, perkusję...

Oodi chwali się też wieloma akcjami badawczymi i pro-środowiskowymi. Jej pracownicy angażują się w opowiadanie odbiorcom o miejskiej florze i faunie (projekt o zamieszkujących Helsinki zwierzętach, nawet tych "leśnych") czy biologicznym składzie wody w jeziorach (w końcu to Kraina 1000 Jezior). Promuje dialog środowiskowy i międzypokoleniowe konsultacje o miejskich inwestycjach.

Jako multimedialne centrum nie zapomina o nikim. Udostępnia dzieciom przestrzenie do zabawy, zaś starszym ułatwia poruszanie się dzięki specjalnym platformom, łagodnym łukom, identyfikacji ścieżek kolorami i symbolami.

3. 

Słowo jeszcze o ryskiej bibliotece. Łotewska stolica również wzniosła swój multifunkcyjny budynek na okoliczność 100-lecia niepodległości. Szybko też stał się on jedną z nowych wizytówek Rygi. Podobnie jak jej młodsza koleżanka z Finlandii, Latvijas Nacionālā Bibliotēka imponuje nowoczesnym wyglądem i charakterystyczną bryłą w kształcie piramidy.

Nazywana „Zamkiem Światła” ma aż 68 metrów wysokości i wznosi się nad brzegiem Dźwiny, dokładnie naprzeciwko historycznej starówki Rygi. Kiedy poruszasz sie po jej przepastnych korytarzach i pasażach, uwagę zwraca ogromna, szklana, wypełniona po sam sufit książkami, ściana. Jakby "zawisła" nad głównym hallem.

Również i tu możesz spacerować wśród zbiorów, korzystać z usług i technologii oraz kręcić się po pomieszczeniach edukacyjnych i badawczych. A nawet obserwować jak budynek sam... kruszy lód. Jego podatna na oblodzenie powierzchnia wyposażona jest w system rynien, które potrafią miażdżyć lodową skorupę.

Ryska biblioteka pełnie też funkcję miejskiego centrum kultury, sztuki a nawet rozrywki. Pod jej auspicjami prowadzonych jest wiele miejskich projektów, integrujących społeczność. Ale też to istna, miastotwórcza placówka, pełna odniesień do najnowszej historii Rygi oraz Łotwy. Podobnie jak Oodi czy Salaborsa, służy też bywalcom do spotkań towarzyskich, ale yeż jako popularny i rozpoznawalny meeting point. 

4.

Czy istnieje przepis, jak stworzyć dobrą bibliotekę? Tego nie wiem. Ale wiem, że biblioteka bez architektury, a więc murów, jest jak Hiszpania bez słońca. Potwierdzeniem tej prawdy jest zarówno Salaborsa, Oodi, jak i łotewska Biblioteka Narodowa. Jest i drugi element, choć bezpośrednio z tym splotem książki i gmachu związanym - biblioteka, jak mówił jedne z największych bibliofili, włoski pisarz Umberto Eco, musi być „skrojona na miarę”. Na miarę Czytelnika. A więc musi być otwarta, przyjazna, dostępna. Tak, jak miasto, w którym biblioteka się znajduje.

Bo czy może funkcjonować przyjazna biblioteka dla czytelników w mieście nieprzyjaznym dla mieszkańców?

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

re:
A słowo miastem się stało
VIEW

następny artykuł
Re:view lubi ciastka. A ciastka to cookies. Re:view na Twoim mobajlu, kompie czy tabku to ciastka na talerzu. I to oznacza, że się na nie zgadzasz. Ok
Chcę dowiedzieć się więcej