RE:
VIEW

Lifestyle
2:37

Zamieszkaj z żółtą poduszką

Barcelona go nie chce, Berlin zakazuje, Kraków z Dublinem debatują czy nie zabije hoteli. Ale dopóki Airbnb ma się całkiem dobrze, można na nim zarabiać. - Albo... pomagać innym w zarobku - mówią założycielki Yellow Pillow, kolektywu "ogarniającego" właścicielom krótkoterminowy najem w mieszkaniach

Autor:RE:VIEW
Opublikowano:03 PAź, Środa

- Żółta poduszka bo tak. Bo tak się skojarzyło - mówią. Impuls pojawił się nagle więc tak już zostało. I choć żółtej poduszki nie znajdziecie w każdym mieszkaniu pod opieką Joanny i Małgorzaty, nazwa ich biznesu wbija się w pamięć. Obawiamy się nawet napisać, iloma mieszkaniami opiekuje się kolektyw Yellow Pillow w modnym turystycznie Krakowie. Wiemy, że rosną (jak liczby odwiedzających go turystów) w imponującym tempie...

- Airbnb to przyszłość, a my już od dawna chciałyśmy uszczknąć trochę z tego tortu. A przy okazji pomóc ludziom, którzy w tak zabieganych czasach nie mają czasu nawet... na własny biznes - uśmiechają się w rozmowie z Re:view.

Airbnb podbija świat?

Airbnb powstało w 2007 roku. Przez pierwsze kilka lat pozostawało jedynie entym serwisem w sieci, oferującym miejsca noclegowe. Ale wraz z eksplozją popularności aplikacji na smartfony, w ciągu kilkudziesięciu miesięcy jako apka zrobiło międzynarodową karierę. Z założenia serwis miał grupować właścicieli prywatnych mieszkań, którzy pod swą nieobecność gotowi byli oddać gościom swe lokum za ustaloną wcześniej cenę. Airbnb integrowało też wielomilionową społeczność podróżujących po świecie i szukających nieszablonowych noclegów.

Obie strony - wynajmujący i chcący wynająć - spotkali się w aplikacji. Powierzający swe mieszkanie wiedział, kto do niego przyjedzie. I odwrotnie: podróżujący ma świadomość, kto zaufa mu oddając swą prywatną przestrzeń. Liczył się kontakt między ludźmi, rozmowa, poznanie się, wzajemnie wystawiane oceny po usłudze. Pomysłodawcy Airbnb szybko poradzili sobie też z problemami, jak choćby kwestia większej identyfikacji gości na wypadek rozmaitych kłopotów, czy eliminacji z serwisu nieuczciwych wynajmujących.

Aktualnie na Airbnb oferowanych jest ponad 4 miliony mieszkań w 65 tysiącach lokalizacji w 192 krajach. A poszukujących w ten sposób ciekawego miejsca na nocleg - kolejne kilkanaście milionów rocznie. I choć w zetknięciu z potężną ofertą serwisu "sub-firma" jaką jest Yellow Pillow to zaledwie okruszek, pomysł dwóch krakowianek jest jedną z pierwszych jaskółek, że nawet tak rewolucyjny pomysł jak platforma do wynajmu prywatnych mieszkań, może przechodzić jeszcze ewolucje.

Pomysł na życie

Ich dwie. Małgorzata Skoczek i Joanna Krzywda. W czasach studenckich pracowały tu i tam, na chwilę wylądowały w Wielkiej Brytanii, później wróciły do Polski. - Akurat Airbnb stawało się modne. Ludzie najpierw zaczęli mieć dość hoteli więc szukali apartamentów "na Bookingu". A kiedy i tam zrobiła się masówka a hotele nauczyły się jak z tego korzystać, sukces Airbnb był już tylko kwestią czasu - opowiada Małgorzata. W Yellow Pillow odpowiada za logistykę i marketing. Zna się na rzeczy. Kilka lat temu zaczęła pomagać "ogarniać" mieszkania znajomym, którzy nie mieli czasu sami prowadzić wynajmu na platformie. Nauczyła się biznesu, poznała trochę sztuczek. A kiedy wyczuła już dobrze rynek, zwróciła się z pomysłem do Joanny.

- Od samego początku wiedziałam, że może to być perspektywiczny pomysł na życie. Wynajem prywatnych mieszkań wciąż kwitnie, ale ewidentnie ludzie szukają wyjątkowości. Więc chociaż na Airbnb codziennością są znów quasi-hotelowe oferty, najlepszy klient nadal będzie poszukiwał wyjątkowej atmosfery mieszkania. Innego w Paryżu, innego w Rzymie, innego w Krakowie. Staramy się zgadnąć, co mu się spodoba i zaaranżować przestrzeń na jego przyjazd najlepiej, jak tylko można - opowiada Joanna, w Yellow Pillow odpowiedzialna za wizualny aspekt wspólnego biznesu. Fotografuje, pomaga układać oferty, dopieszcza każdy szczegół okiem aranżatorki wnętrz.

Ogarną nieogarniętym

Kto potrzebuje usług Yellow Pilow? Zazwyczaj właściciele mieszkań, którym po początkowej euforii opada zainteresowanie biznesem typu Airbnb. Są zmęczeni, zabiegani, woleli by sami nie sprzątać po gościach a nie chcą płacić krocie sprzątaczkom. Z trudem przychodzą im logistyczne szczegóły jak spotkanie z gośćmi w celu przekazania kluczy, późniejszy ich odbiór, sprawdzenie mieszkania pod kątem awarii, czystości czy ekwipunku, ciągłe jeżdżenie do pralni czy magla...

- Zajmujemy się wszystkim. Do sprzątania i drobnych awarii mamy swoich podwykonawców. Resztą zajmujemy się same. Dbamy o każdy detal jak świeże kwiaty w wazonie, przewietrzenie mieszkania, dobór prasy do czytania, równe ułożenie pościeli. Generalnie kobiecą ręką sprawiamy, że mieszkania, którymi się opiekujemy, robią wrażenie na gościach. Później w opiniach chwalą te lokale, że czuli się w nich jak w domu. Że panowała w nich atmosfera, jakiej oczekiwali - mówi Joanna.

Bardzo ważną kwestią jest osobiste wpuszczenie gości, pierwsze poznanie, uścisk ręki, rozmowa. Dlatego Yellow Pillow starają się zawsze czekać na gości o umówionej porze, poświęcić im czas a nawet... wybrać się na kawę, piwo czy spacer po okolicy. Wszystko zależy od okoliczności a każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie - podkreślają.

- To co robimy jest bardzo bliskie pierwotnej wizji Airbnb. Ważne jest, aby ta platforma znów stała się tym, czym była kiedyś. Służy temu m.in. nowa, limitowana jeszcze, prestiżowa wersja serwisu, ale też sporo oddolnych inicjatyw, takich jak nasza, które mają na celu podniesienie jakości w krótkoterminowym wynajmie mieszkań - mówi Joanna.

Patrząc w przyszłość

Dziewczyny mówią, że nie obawiają się problemów z rozwojem aplikacji. Nie brakuje jednak opinii, że bliżej 2020 roku serwis znów niewiele różni się od innych "hotelowych" stron z wynajmami pensjonatów czy apartamentów. Rekordziści, m.in. w Malezji czy na Malediwach oferują na Airbnb nawet... kilkaset mieszkań. To oczywiście kłóci się z wizją np. doktorantki-singielki z Kopenhagi, która raz na dwa tygodnie dzieli się swym studio z gośćmi np. z Stalowej Woli, czy biznesmena z Mediolanu, który podczas swych licznych, zagranicznych wojaży przyjmuje w swym apartamencie turystów z Toronto.

- Zdajemy sobie sprawę zarówno z pozytywnych, jak i negatywnych scenariuszy rozwoju tej platformy - zapewnia Joanna w rozmowie z Re:view. I podkreśla, że biznes typowy dla ery tzw. sharing economy nie jest w smak hotelowym sieciom (podobnie jak Uber tradycyjnym taksówkarzom), może jeszcze czekać trochę - również prawnych - kłopotów.

Na razie Airbnb stał się wrogiem numer jeden lokalnych samorządów w wielu miastach, które - wsłuchując się w głos swych społeczności - oskarżają platformę o skrzyknięcie do nich zbyt pokaźnych mas turystów i wojnę cenową z hotelami. W przypadku takich miast jak Barcelona, Paryż czy Berlin przybrało to nawet formę ustawowych zakazów (np. wolno wynajmować tylko przez określoną liczbę dni w roku i wyłącznie będąc zameldowanymi w miastach). I tak jak w miastach Hiszpanii czy Niemiec nie można skorzystać z Ubera, tak proponując gościom najem krótkoterminowy w stolicy Niemiec czy Katalonii, można narazić się na dotkliwe kary.

Airbnb spędza sen z powiek również urzędnikom i hotelarzom w Japonii i USA. Kolejnym miastem, które przymierza się do uchwalenia zakazu oferowania prywatnych mieszkań przez Airbnb jest irlandzki Dublin. Ale sporo dyskutuje się o tym i w Polsce, m.in. w szalenie popularnym turystycznie Krakowie, do którego przybywa rocznie aż 12 milionów turystów (w tym 3 mln zagranicznych).

- Gwałtowny rozwój platformy sprawił, że wielu zaczęło się jej obawiać. My jednak, podobnie jak wielka rzesza naszych klientów, uważamy Airbnb za dobrodziejstwo. Pomyślcie tylko, jak czułby się człowiek skazany na nocowanie wyłącznie w hotelach? - słyszymy od Yellow Pillow. I trudno nie przyznać im racji...

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

tagi

re:
Zamieszkaj z żółtą poduszką
VIEW

następny artykuł