RE:
VIEW

Eco
2:58

Wieliczka częstuje winem i solą

Jakim cudem słodkie, pełne słońca winogrona rosną na chłodnych bryłach soli? Biodynamiczne wina z winnicy Wieliczka to dowód, że Polska może pójść śladem Nowej Zelandii. Czyli stać się kolejnym krajem, w którym wino czuje się/smakuje świetnie

Autor:RAFAŁ ROMANOWSKI
Opublikowano:23 PAź, Wtorek

- Biodynamika? Mówiąc w skrócie to restrykcyjna ekologia. Wyłącznie naturalne metody uprawy winorośli i produkcji wina na każdym etapie: od wyłącznie strukturyzowanej wody do oprysków aż po całkowity brak oprysków chemicznych. Świetna sprawa, ale też ciężka robota i ryzyko, że się nie uda - Piotr Jaskóła z Winnica Wieliczka jest leśnikiem, ale przez minione dwie dekady o winie dowiedział się wszystko. No, może prawie wszystko bo od razu przyznaje, że uprawa winorośli i produkcja wina to ciągła nauka i fantastyczna przygoda. I nigdy nie można być pewnym, że zjadło się (wypiło) wszystkie rozumy (wina) świata.

- Tak jak każdy malarz ma swój styl, sposób trzymania pędzla, stawiania kreski, gęstości farby, doboru kolorów, tak każdy winiarz odciska na swoim winie indywidualny styl - uważa Piotr. Ręce ma ubrudzone ziemią, pokrwawione sokiem z ciemnych winogron, wyraźnie się spieszy.

Ma powód. Dziś w Winnica Wieliczka ma przed sobą kolejny dzień winobrania. Na krzakach dojrzałe, pękające od soku i słodkości owoce. Klasyczne szczepy: chardonnay, riesling, cabernet, merlot, pinot noir. Piotr z pracownikami odcinają z krzaków całe kiście i wrzucają do skrzynek. Za chwilę skrzynki z owocami pojadą traktorem z przyczepką w dół stoku, do budynków gdzie tworzy się dusza i esencja trunku. Zostaną tam na długo. Oni, sok z owoców znacznie dłużej.

Pawlikowice. Wieś położona zaledwie 3 km od popularnej Wieliczki pod Krakowem i 18 km od krakowskiego Rynku. Okolica kojarząca się z solą, pełna górniczych szybów sterczących z wielickiej ziemi a sięgającej wgłąb ziemi, dziedzictwa św. Kingi. W komnatach, korytarzach, labiryntach wielickiej kopalni co roku znika niemal dwa miliony ludzi. Kiedy wychodzą, nie mają pojęcia że pół godziny spacerem stamtąd rozpościera się piękna winnica. Na nasłonecznionym stoku wpatrzonym w pagórki w stronę Dobczyc, pełną zieleni, z sadem ze starymi odmianami drzew owocowych, plantacją gorczycy i lnu.

Twórcy winnicy Wieliczka sąsiedztwa złóż soli się nie wypierają. Choć wielu gościom muszą tłumaczyć, że sól głęboko w ziemi nie ma nic wspólnego z żyzną glebą bliżej powierzchni.

- Często się nas o to pytają. Dziwią się: tu jest sól, jakim cudem robi się tu wino? Ale nawet nie to ich najbardziej zaskakuje. Hitem jest to, że jesteśmy tak blisko Krakowa, dosłownie rzut beretem. Wystarczy 10 minut jazdy samochodem i z pejzażu znikają podmiejskie blokowiska a przed oczami staje piękna kraina - uśmiecha się Piotr.

Winnica Wieliczka: obie półkule mózgu

Nie byłoby winnicy pod Wieliczką gdyby nie Piotr. Ale nie powstałaby również gdyby nie Agnieszka. Agnieszka na winie zna się jak mało kto. Przyzna to każdy winiarz w Polsce, choć nie wszędzie u konkurencji dobrze smakuje sukces wielickiej winnicy z Pawlikowic. Agnieszka nosi francuskie nazwisko Rousseau i jest drugim mózgiem całego projektu. Ma w ręku Diplôme National d'Œnologue jako absolwentka specjalistycznych studiów enologicznych w najstarszej francuskiej uczelni winiarskiej - na Uniwersytecie w Montpellier.

Jako flying winemaker - jak się przedstawia - pracowała na winoroślą również w Szwajcarii, a nawet tak "egzotycznych" dla amatorów wina krajach jak Rosja czy Indie. Ma na koncie stworzenie kilkudziesięciu milionów litrów wina i ponad 200 medali na najbardziej liczących się konkursach winiarskich świata. Jej trunki serwowane są m.in. na stołach Białego Domu, dworu księcia Monako i Kremla. Zakotwiczyła na dłużej w Nowej Zelandii. Testowała, pilnowała, produkowała, hodowała...

- Za mną dobre 30 sezonów produkcji wina choć pracuję jako profesjonalista dopiero 20 lat. Głównie we Francji i u Nowozelandczyków - rzuca żartem. Bystry znawca branży od razu zrozumie, że chodzi o jej o różnicę w porach roku między półkulami ziemi. Kiedy w Europie kończy się sezon, w Nowej Zelandii dopiero zaczyna, i odwrotnie. Tak w ciągu kilkunastu lat można połknąć niemal podwójną dawkę pigułki wiedzy o szlachetnym winiarstwie.

- Wiem ile nerwów może przynieść człowiekowi taka produkcja i walka z przeciwnościami losu. Ale też wiem, jak wspaniale smakuje wykreowane własnoręcznie wino, w które włożyło się tyle wiedzy i pracy. I które się udaje - rozmarza się Agnieszka w rozmowie z Re:view.

Winni oboje

Razem z Piotrem założyli winnicę w 2013 roku. W zamyśle "ona miała rozmawiać z drożdżami a on z winoroślą". I tak zostało. Piotr dogląda roślin we dnie i w nocy. Czasem przemawia do nich o świcie, nasłuchuje co mu powiedzą, a nawet puszcza im fugi i preludia Jana Sebastiana Bacha. Przed Wieliczką prowadził inną winnicę... na obrzeżach Katowic. W centrum aglomeracji śląskiej udawało mu się wytwarzać całkiem obiecujące trunki.

- Ktoś powie że to dziwactwo. A ja tylko staram się wszelkimi sposobami, żeby tym roślinom było miło i przyjemnie tam, gdzie przyszło im żyć - deklaruje Piotr. Jako pierwszy w Polsce dostał prawo do akcyzy i sprzedaży własnego wina jako rolnik. Później inicjował korzystne dla winiarzy zmiany w w ustawie winiarskiej. To on jechał pewnego dnia drogą na Dobczyce i zachwycił się pustym stokiem należącym do pobliskiego klasztoru. Teraz podkreśla, że biodynamika jako metoda i holistyczna koncepcja duetu w produkcji wina pod Wieliczką zakłada pełną równowagę w przyrodzie.

- Popatrz, krąży nad nami jastrząb. Jest tu bardzo ważny bo przegania szpaki. Dżdżownice kochają tą glebę więc samoistnie ją użyźniają. A okoliczne bażanty połykają mnóstwo ślimaków. A my staramy się zapobiegać chorobom winorośli wyłącznie naturalnymi metodami. Jeśli jest na niej jakaś skaza nie niszczymy jej ale staramy się twórczo wykorzystać - tłumaczy.
Agnieszka jest zdania, że to wszystko ma jakiś głębszy sens bo Polska dopiero zaczyna uczyć się smaku dobrego wina i sposobów jego konsumowania i produkcji.

- Możemy być winiarską potęgą. Nie żartuję. Obecny klimat w Polsce jest całkiem podobny do tego w różnych regionach Francji, uważanej przez wielu za centrum winiarskiego świata. Mamy warunki, mamy ziemię, mamy wreszcie ludzi, którzy rozkochują się w winie i chcą go tworzyć - mówi Agnieszka.

Jej zdaniem Polska w niczym nie ustępuje też np. Nowej Zelandii uważanej teraz za jeden z najszybciej rozwijających się enologicznie państw na kuli ziemskiej.

- 40 lat temu po nowozelandzkich winnicach hasały tylko owce. Tamtejsi farmerzy zacisnęli jednak zęby, nauczyli się winiarskiego rzemiosła, uczyli się od najlepszych, wzajemnie inspirowali wiedzą. I teraz zamiast pastwisk dla owiec mają świetne uprawy winorośli. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, aby pójść ich śladem - ocenia Agnieszka Rousseau.

Mamuty i zakonnicy

W miejscu gdzie rosną ich zbiory przez wiele wieków nie było nic. W średniowieczu w okolicach wytwarzano wino ale po ochłodzeniu klimatu tradycja obumarła. A w kopalnych czasach hasały mamuty, po których zostały tylko kły i kości. Taki właśnie kieł zdobi beczki z Wieliczki, w których przechowuje się wino przed zlaniem do butelek. Obecnie winnica Piotra i Agnieszki działa również jako gospodarstwo rolne mając w na swym terenie m.in. szklarnie z setkami wymyślnych odmian pomidorów.

- Piotr kocha pomidory równie mocno jak winorośl. Mógłby je jeść bez przerwy - żartuje Agnieszka. Pierwsze poważne zbiory smakowali w 2016 roku. W 2017 na rynek trafiły pierwsze komercyjne partie butelek. Noszą różne nazwy, najczęściej winne kupaże związane są z szybami wielickiej kopalni: Seraf, Regis... 

"Nasz wybór padł na szlachetne odmiany winorośli europejskiej Vitis vinifera. Te same, którym sławę zawdzieczają Burgundia, Bordeaux, Szampania czy Alzacja. Znaleźć u nas można Chardonnay, Rieslinga, Merlota, Caberneta, Muskata, Gruener Veltlinera i Pinot noir. Dosadziliśmy jeszcze kilkaset krzewów Sauvignon Blanc i czekamy z niecierpliwością czy sobie poradzi. To młoda winnica, nie wszystkim krzewom pozwalamy jeszcze rodzić owoce, by zbytnio ich nie osłabić. W owocującej już części znajdują się Chardonnay, Riesling, Cabernet i Merlot - czytamy na stronie Winnica Wieliczka.

- Lubimy oprowadzać gości po naszej winnicy i testować z nimi tutejsze wina. Organizujemy specjalne zwiedzania nie tylko z myślą o znawcach branży. Zapraszamy wszystkich, którzy poczują się zmęczeni tym stałym "trójkątem bermudzkim" czyli turystyczną zbitką "Kraków/Auschwitz/Salt Mine". Niech zobaczą, że tuż obok czai się coś naprawdę interesującego. Winnica Wieliczka to prawdziwa winnica gdzie można odpocząć i odetchnąć. 

 

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

inne z tej sekcji

tagi

re:
Wieliczka częstuje winem i solą
VIEW

następny artykuł