RE:
VIEW

Eco

Thai znaczy zdrowo

Organiczne farmy to przyszłość. Odwiedziliśmy jedną z nich, na wsi w Tajlandii, aby przekonać się, czy powrót do (tajskich) korzeni może przysłużyć się lokalnej społeczności

Autor:RE:VIEW
Opublikowano:18 PAź, Czwartek

Soczyście zielone liście palm, pachnące tajskie zioła, olej kokosowy, palmowy cukier, ryż sadzony w kępkach na zalanych wodą poletkach. I przedzierające się zza kłębiastych chmur tropikalne słońce. Organiczna farma Sookjai w samym centrum tajskiej prowincji Samut Songkhram zadziwia mnie precyzyjnym zaplanowaniem czasu i przestrzeni. Wszystko tu jest logiczne, każdy element rolniczego ekosystemu jest dokładnie przemyślany, zaplanowany, zaaranżowany. Nawet karmienie świń czy sypanie ziaren kurom przez farmerów przebiega wg ściśle zaprogramowanego harmonogramu.

Ekologiczne gospodarstwo, z płodów którego korzysta cały luksusowy resort Sampran Riverside zbudowany na potrzeby przybywających tu gości to symbol zmian, jakie dotykają współczesną Tajlandię. Już nie orientalny luksus, bajeczne plenery tajskich wysp, a tym bardziej kontrowersyjna oferta pań czy lady-bojów z czerwonych dzielnic Pattaya czy Bangkoku, mają przyciągać tu gości z całego świata. To, czym Tajlandia chce się pochwalić u progu trzeciej (już) dekady XXI wieku, znajdziemy na obrzeżach tutejszych wiosek, na pograniczu rolnych upraw i tropikalnego lasu. Ekologia, zrównoważony rozwój, harmonia z naturą, ludzkie szczęście - te pojęcia na tajskiej prowincji nie tylko nie degradują się, ale zyskują nowy, filozoficzny wręcz, wymiar. Czas płynie tu wolno, a szalenie popularne idee, którymi przerzucają się naukowcy, politycy i aktywiści zachodniego świata, krzepną tu naturalnie, jakby znalazły tu zarazem swe źródło, jak i ujście.

Farma Sookjai jest samowystarczalna. Chroniona palmami, bogata w wysoką temperaturę i wilgoć dzięki przepływającej za miedzą błotnistą rzeką Tha Chin (jednej z głównych w rejonie Samut Songkhram), daje ziemię dla wegetacji całej gamy jadalnych roślin, warzyw, owoców, zbóż, a nawet hodowli jaj czy mięsa. Uprawiający farmę Tajowie, biegli nie tylko w angielskim, ale i najnowszych trendach a la urban farms, pokazują każdy kwartał ziemi z właściwym sobie spokojem i nabożeństwem. Tu rośnie galangal, tu malajskie jabłko, tu w cieniu schroniły się łodygi trawy cytrynowej, tam zwisa guawa, a jeszcze dalej sterczą mini-bananowce. Grządki, ścieżki, wyznaczone bambusowymi poręczami kwartały - wszystko uporządkowane, policzone, znajdujące zastosowanie. - Nie marnujemy jedzenia. Choć w tej części świata jest go pod dostatkiem, wszystko mamy precyzyjnie ustalone - słyszymy od rolników.

Olej kokosowy gra tu szczególną rolę. Rozłupywane orzechy, z których cieknie tłusty pół-surowiec, to jeden z najważniejszych elementów tutejszego ekosystemu. W skrócie wygląda to tak: olej zbiera się do naczyń, potem smaży się na nim tajskie specjały, resztki zlewa do pojemników, przetwarza w pobliskiej mini-fabryczce. Dzięki uzyskanemu w ten sposób bio-paliwu po terenie Sookjai poruszają się białe meleksy z farmerami oraz maszyny rolnicze. - Nie ma emisji spalin, nie ma zatruwania roślin. I choć jesteśmy blisko rosnącej aglomeracji Bangkoku, w powietrzu nie ma żadnych skażeń. Czyste plony ze zdrowej ziemi, tylko to nas interesuje - deklaruje lokalny przewodnik. Jeszcze chwilę temu płynęliśmy razem przez wody Tha Chin zastanawiając się, jak w praktyce wygląda realizacja idei "ekologicznej farmy" w takim kraju, jak Tajlandia. Teraz słuchamy kwików świnek, zadzieramy głowy w górę aby obserwować kołyszące się w upalnym liście ultra-wysokich palm.

Poletka z obficie posadzonym w wodzie ryżem pracownicy Sookjai lubią pokazywać najbardziej. Może to azjatycki humor, a może zwykła ciekawość każe im obserwować, jak przybysze z dalekiej Europy czy USA brną w błotniste grzęzawisko, aby własnoręcznie wszczepić wiązkę ryżu w tłuste podłoże. Śmieją się, gdy pozostali goście kierują w stronę tego osobliwego seansu telefony komórkowe, aby podbić Instagram czy Twitter niebanalnym instastories czy filmikiem. Ryż sadzić jest niełatwo, o czym ludzie Zachodu szybko się przekonują. Nogi oblewa ciepłe błoto, ubrania momentalnie nadają się do pralni. Pisku jest co niemiara, gdy "ryżowych ciekawskich" polewa się lodowatą wodą z gumowego węża. Tak oto zrównoważona farma pokazuje swe atuty: przyjezdni z szklano-betonowych miast aż rwą się do morderczej pracy choć przez chwilę. W końcu nie na co dzień sadzisz na serio ekologiczne odmiany ryżu na tajskiej wsi.

Organic Farm w swym codziennym działaniu kooperuje z doświadczonymi lokalnymi rolnikami z Samut Songkhram i rejonów pobliskiego Nakhon Pathom. Celem jest - jak czytamy w credo wywieszonym na tabliczce przy wejściu na teren - "zachowanie tradycyjnych praktyk rolniczych we wspólnym celu: promowania i tworzenie świadomości na temat metod rolnictwa ekologicznego". Ale to też milowy krok w kierunku odpowiedzialnej turystyki bowiem to, co sami zerwiemy z krzaka czy łodygi, urozmaica nasze talerze dosłownie po chwili. Składniki, z jakich lokalna kuchnia korzysta tu dzięki uprawom Sookjai, są wręcz na wyciągnięcie ręki. I to właśnie sprawia, że szanujemy je bardziej wiedząc, że kwitły tam i wzrastały aż do chwili naszej wizyty.

Czy to kolejna odsłona mody na ekologiczne biznesy czy dopinanie wielkich idei do zwykłej farmy na tajskim pustkowiu? Dość wspomnieć, że nie jesteśmy tu sami. Równocześnie farmę ogląda dobre 50 osób wąchając zioła, smakując przygotowane naprędce sałatki z owoców i warzyw, dopytując o szczegóły wegetacji, zbiorów, wydajności z ara. Wszyscy trafiliśmy tu dość nieoczekiwanie. I wszyscy czujemy, że w takich miejscach jak to przegląda się w przyszłość.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

tagi

re:
Thai znaczy zdrowo
VIEW

następny artykuł