RE:
VIEW

Witajcie w szóstym pępku świata

Ranking Tholons to wyścigowy tor, na którym ścigają się się centra usług wspólnych rynku IT i finansów. Czyli ta gałąź biznesu, która od kilkunastu lat napędzają azjatyckie rynki, a od dekady szturmem zdobywa Polskę. W corocznym raporcie Tholons Kraków awansował aż na szóste miejsce w świecie. A listę po raz pierwszy w historii opuszczają chińskie miasta. Dlaczego?

Autor:RAFAŁ ROMANOWSKI
Opublikowano:25 PAź, Czwartek

Parno i duszno. W wilgotnym powietrzu jakieś 35 stopni, przeraźliwy jazgot klaksonów, zgiełk nawoływań, szum silników, paplanina z ulicznych stoisk. Wśród wysokich, nowoczesnych biurowców mkną nieprzerwanym strumieniem tysiące riksz, skuterów i rowerów. Zapach spalin zmieszany z dymem ustawionych pobieżnie fast-foodów, pędzący we wszystkich kierunkach ludzie, smażone naprędce papierosy, wlewane w siebie kawy. Czasem przejście zatarasuje ekskluzywna limuzyna, czasem w korku pojawi się obwieszona girlandami… krowa.

Bangalore - stolica światowego outsourcingu, który to już raz nr 1 corocznego rankingu „Top 100 Super Cities” z prestiżowego raportu "Tholons Services Globalisation City Index 2018". Absolutny hegemon wśród metropolii globu konkurujących z sobą najlepszymi warunkami do rozwoju centrów usług. Nowe oblicze Indii można dostrzec właśnie tu, w 9-milionowym mieście nazywanym indyjską Nową Doliną Krzemową, miastem-magnesem przyciągającym do siebie młodych, ambitnych, wyedukowanych ludzi. Z całych, blisko miliardowych Indii ale i całego świata. Od lat 80-tych XX wieku głównym paliwem dla Bangalore jest coraz większa obecność tu globalnych koncernów technologicznych, ostatnio też startupów i firm z sektora fin-tech. Na miejscu dawnego organizmu wybudowały one praktycznie nową metropolię, własne i samowystarczalne „kampusy” korporacji, miejskie „city” dające każdego dnia pracę blisko dwóm milionom urzędników, bankowców, giełdowych graczy, księgowych, informatyków, finansistów, fintechowców, startupowców.

Jaka jest różnica między dusznym i zatłoczonym Bangalore a dusznym (od smogu) i zatłoczonym (od turystów) Krakowem? Odpowiedzialni za lokację kolejnych siedzib biur branż BPO, SSC, IT, R&D powiedzieliby: 6 miejsc w rankingu Tholons. Ta międzynarodowa firma żyjąca z doradztwa strategicznego w obszarze nowo lokowanych i re:lokowanych inwestycji, co roku publikuje ranking najlepszych lokalizacji dla centrów usług wspólnych. I od kilku lat, na czołowych miejscach po „tygrysach” wśród azjatyckich miast, pojawia się polski Kraków. Do pierwszej dziesiątki wskoczył 5 lat bijąc się z niedawnym numerem jeden w Europie – Dublinem. To właśnie stolica Irlandii jakieś jakieś 15 lat temu, dzięki gwałtownemu rozwojowi centrów IT, hi-tech i finansów, stała się wzorem do naśladowania wielu miast Europy. A dla azjatyckich metropolii, obeznanych z tą branżą, poważnym konkurentem. Choć droższym.

Azjatycka czołówka rankingu Tholons nie zmienia się od niemal dekady: pierwsze Bangalore, po piętach depcze mu filipińska Manila (2.), dalej kolejne trzy ogromne miasta Indii (w kolejności: Bombaj (3.), Delhi (4.) oraz Hyderabad). Na 6. miejscu zameldował się bezczelnie Kraków, za nim aktualny wicelider w Europie - Dublin oraz trzy aglomeracje coraz mocniej rozpychającej się w rankingach Ameryki Południowej: brazylijskie Sao Paulo (8.), Montevideo w Urugwaju (największy awans do pierwszej dziesiątki, z 21. na 9.) i argentyński lider - Buenos Aires (10.).

Czołowa dziesiątka to więc dominacja Indii, mocne Filipiny, Polska z Irlandią + południowoamerykańska ofensywa. W drugiej dziesiątce "Top 100 Super Cities" jest nie mniej ciekawie: 11. to tanie filipińskie Cebu ale 12. bajecznie drogi w inwestycjach, hi-techowy Singapur. Za nimi (13.) aspirująca do najważniejszych aglomeracji Azji stolica Malezji Kuala Lumpur, San Jose (14.) - stolica stabilnej gospodarczo Kostaryki w Ameryce Łacińskiej oraz kanadyjskie Toronto (15.). Bezpośredni konkurent Krakowa w regionie - czeska Praga utrzymała swą 16. pozycję, kolejne miejsca znó przypadają Indiom 17. pozycja przypada przeżywającemu wyraźny kryzys Chennai (dawny Madras) w południowych Indiach, a na pozycji 18. melduje się Pune. Dubaj - lider wśród smart-metropolii i stolica światowego hi-tech to miejsce numer 19. a dwudziestkę zamyka znów Południowa Ameryka - Santiago de Chile. Dla porządku oddajmy, że Warszawa jest 22., Wrocław 52. a na liście po raz pierwszy pojawił się też nadmorski Gdańsk, sygnalizując swą obecność w wyścigu na pozycji 97.

Przypatrując się głębiej raportowi Tholons możemy łatwo dostrzec, że najwięcej serc współczesnej branży IT & finansów wciąż bije w Azji. Prym wiodą oczywiście Indie ale też wiele wśród aktualnie rozchwytywanych lokalizacji jest miast z krajów o stosunkowo niskim wskaźniku płac, ale dobrze ocenianych pod względem dynamiki wzrostu PKB. Np. Wietnam, o którym mówi się, że za kilka lat może zająć miejsce Chin w pierwszej dziesiątce czy Sri Lanka - odbudowywana w imponującym tempie po wojnie domowej Tamilów z Syngalezami. Mocna zaczyna być Ameryka Południowa będąca w tej samej strefie czasowej co USA mocnym zapleczem dla wciąż wiodącego rynku Stanów Zjednoczonych.

Jeśli już o USA i Chinach mowa to szokiem dla wielu analityków może być całkowita nieobecność w rankingu miast chińskich. Próżno szukać na liście tak aktywnych i widocznych w światowym biznesie ośrodków jak obecna stolica chińskiej finansjery - Szanghaj, stołeczny Pekin z gigantycznymi dzielnicami biurowców, nazywane "chińskim Dubajem" Shenzhen czy pobliski moloch Guangzhou (Kanton). Brak również znajdującego się pod chińską administracją Hong-Kongu, siedziby nadal czołowej giełdy świata, co w związku z obecnością w "Super Cities" takich azjatyckich organizmów jak Dubaj czy Singapur, na pewno może zastanawiać.

Na pytanie: gdzie Chiny - Tholons odpowiada w prosty sposób. "W erze cyfrowej kluczowe znaczenie ma nie tylko innowacja ale też owocna współpraca z klientami, siecią startupów, mentorami, funduszami inwestycyjnymi, integratorami systemów i budowniczymi platform. Mamy jednak mocne wrażenie, że Chiny zamknęły swoje granice przed wizją równą współpracy ze światem zewnętrznym, a tym samym nie mają znaczenia dla globalizacji przedsiębiorstw spoza Chin. Uważamy, że Chiny nie mają jak więcj odnieść się do naszych 100 najlepszych miast dlatego też opuszczają nasz indeks w tym roku" - czytamy w omówieniu raportu. W oczywisty sposób nawiązuje to do kolejnej odsłony ekonomicznej wojny między Chinami a resztą świata, przede wszystkim z USA, które za czasów prezydentury Donalda Trumpa wprowadzają szereg drastycznych ograniczeń zarówno w wymianie handlowej, jak i polityce patentowej czy współpracy naukowej chińskich i amerykańskich firm i instytucji (vide wojna o obecność chińskiego koncernu Huawei na telekomunikacyjnym rynku w Stanach oraz oskarżenie inżynierów tej firmy o szpiegostwo).

"Pozbawiony" chińskiej obecności (problemu?) a zarazem chińskiego kontekstu raport Tholons wyraźnie wskazuje więc na najlepszą - obok Azji - perspektywę rozwoju tego typu biznesu w Europie Centralnej. Przy czym warto pamiętać, że jego ranking to nie lista „najtańszych” pod względem płac dla pracowników miast świata, ale perspektywicznych lokalizacji, które dzięki wypuszczającym kadry uczelniom, znających języki społeczeństw, obecności ekspatów, rosnącego potencjału gospodarczego, dobrego przelicznika kosztów względem potencjalnych zysków, stabilnej sytuacji ekonomicznej i politycznej, wysoko ocenianemu rynkowi nieruchomości, mogą stać się nowymi stolicami światowej usług oraz finansjery. Stąd obecność w rankingu nie tylko bajecznie bogatych Singapuru czy Dubaju ale i zasobnych aglomeracji USA (najwyżej sklasyfikowano Birmingham w Alabamie (21.) i San Antonio w Texasie (38.), ale też Australii (Perth na 57. czy Sydney na 68.), Korei Południowej (Seul na 61.), Wielkiej Brytanii (Glasgow i Leeds), Barcelony a nawet uważanego za jedno z najdroższych miast świata Tel Aviwu.

- Tholons wskazuje, gdzie w danym roku warto instalować tego typu biznes, a nie gdzie robi się go najtaniej - nie mają wątpliwości analitycy. Niekoniecznie więc trzeba patrzeć na sektor BPO/SSC/IT/R&D głównie przez konkurencyjne płace w centrach azjatyckich tygrysów z czołówki. Znów okazuje się więc jak mocnym atutem okazuje się umiejętność sprawnego posługiwania się językiem angielskim, co wysoko oceniane jest też w przypadku kadr Krakowa. Szósta, najwyższa w Europie pozycja to również sukces całej Polski, ugruntowany przecież przez awanse na liście Warszawy, Wrocławia i Gdańska.

Co ważne, raport Tholons wskazuje nam wszystkim, jak istotne w globalnej debacie o rynku pracy są nieuniknione zjawiska związane z gwałtownym rozwojem technologii takie jak robotyzacja, automatyzacja procesów pracy, sztuczna inteligencja, wirtualna czy rozszerzona rzeczywistość. Im bardziej maszyny/roboty/boty będą uczyć się więcej, tym szybciej będzie się przeobrażał rynek pracy. Nie tylko na świecie, ale i w Polsce stanie się to stosunkowo szybko.

Tu może nas oblecieć strach, bowiem wg raportu „Global Services Location Index” A.T. Kearney z 2017 roku w wyniku automatyzacji procesów w do 2022 roku w Polsce ubędzie 34 tys. etatów w sektorze BPO. Nic dziwnego, skoro maszyny już teraz potrafią dyrygować orkiestrami symfonicznymi czy przeprowadzać skomplikowane operacje medyczne, co miałoby się stać z takimi działaniami jak wklepywanie liczb do arkuszy excel, proste operacje obliczeniowe, podstawowa księgowość. Tu zerknijmy na lokalne, polskie ale (krakowskie czy wrocławskie) podwórko. Mimo zauważalnego trendu podwyższania kompetencji i ściągania nad Wisłę coraz bardziej zaawansowanych biznesów, polski outsourcing stoi przecież głównie księgowością i finansami.

„O ile w takich krajach jak USA zniknie sporo miejsc pracy, to nie dotknie to w tym samym stopniu hubów, np. Filipin, gdzie wykonywane są usługi z zakresu obsługi klienta. Natomiast ryzyko utraty znaczącej liczby etatów istnieje w Indiach, gdzie jest duża koncentracja powtarzalnych procesów, czy Polsce, gdzie duża część portfela to procesy finansowo-księgowe” — czytamy w raporcie.
A.T. Kearney potwierdza, że w skutek automatyzacji, w ciągu kolejnych pięciu lat w hubach IT w Chinach, Indiach czy Filipinach ubędzie ponad 1 mln miejsc pracy. Są też dobre strony tej ewolucji bowiem - jak uważają autorzy raportu - na każde cztery zlikwidowane etaty powstanie średnio jedno miejsce pracy związane z zarządzaniem procesami automatyzacji.

- Coraz bardziej rozpowszechniony trend automatyzacji pracy pozwala nam przewidzieć redukcję etatów setek tysięcy nisko wykwalifikowanych pracowników w krajach związanych z centrami BPO - nie ma wątpliwości Arjun Sethi, partner and global head of A.T. Kearney Digital Transformation Practice, współautor raportu. I dodaje, że przed zastępowaniem mniej skomplikowanych zadań przez automaty nie ma żadnej ucieczki.

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

re:
Witajcie w szóstym pępku świata
VIEW

następny artykuł