RE:
VIEW

Zabity duchami Słoneczny Brzeg

Miasta duchów. Opuszczone kurorty poza sezonem. Na przykładzie bułgarskiego kurortu Słoneczny Brzeg zobaczcie jak w zimnych miesiącach czeka się na turystyczną nawałnicę

Autor:WIKTOR URBAŃSKI
Opublikowano:22 CZE, Piątek

Rdza przede wszystkim. Ale i zużycie materiałów, przeżarcie piaskiem. I łagodne fale czarnomorskiej wody, w której zanurzono stare łańcuchy. Tyle widzi się na wprost, stojąc na brudnym, zapuszczonym podeście. Kiedy się odwróci, krajobraz tężeje. Wygaszone okna w hotelowych blokach, zabite dechami budki z pizzą i lodami. Pejzaż dopełniają kilometry wysłużonej folii, w jaką owinięto szeregowo ustawione wzdłuż wybrzeża plażowe bary. Sznury, którymi skrępowano barowe krzesła. Kłódki na zamarłych flipperach, maszynach do darta czy jednorękich bandytach.

Cisza. Nikogo nie ma. Za kilka miesięcy, w lipcu czy sierpniu, nie będzie wolnego krzesła, pół metra więcej na przegrzebanym piasku. Na plaży stanie las parasoli, parawanów, leżaków. W piasek będzie wsiąkać pot z żarzącego słońca, olejek do opalania, ćmiące dymem niedopałki, rozlana cola bez gazu, ciepłe piwo. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi będzie leżeć z wzrokiem utkwionym w morską dal. Do budek z pizzą i lodami ustawią się w kilometrowe kolejki, z barów popłyną euro-dance'owe hity, na balkonach wielopiętrowych bloków (w lecie hoteli) wygrzeją się ci, dla których nie starczyło miejsca na plaży.

Las Vegas wschodniej Europy

Słoneczny Brzeg czyli Las Vegas wschodniej Europy. Bułgarski kurort nad Morzem Czarnym, nieopodal zabytkowego miasta Nesebyr, niespełna 40 km na północ od stolicy regionu - Burgas. Największy, najpopularniejszy, najgłośniejszy. 600 hoteli, 450 restauracji, zatrzęsienie dyskotek, klubów, mini parków rozrywki. W nocy łuna świateł niesie się hen, daleko a basowe pomrukiwania dyskotek na plaży słychać nawet za Nesebyrem. W sezonie Słynczew Briag (po bułgarsku) niemal nie zasypia. Rozradowani słońcem i alkoholem bywalcy często śpią bezpośrednio na plażach, bo nie wszędzie hotelowa klimatyzacja gwarantuje sen bez dusznego powietrza. Dyskoteki działają niemal do rana, jedzenie serwuje się długo w noc, można spędzić czas w salonach gier czy masażu.

W letni dzień w Słoneczny Brzeg nie wciśniesz nawet szpilki. To prawdziwa stolica przaśnych wakacji w czarnomorskim stylu. I choć kurortów nad Morzem Czarnym jest przecież bez liku (Zatoka czy Czarnomorsk w rejonie Odessie na Ukrainie, Ałuszta czy Jałta na Krymie, rosyjskie Soczi, gruzińskie Batumi, kilka popularnych wśród Turków na wybrzeżu tureckim, Konstanca w Rumunii), to właśnie bułgarska miejscówka jest niekwestionowanym liderem w najdzikszej odmianie plażowej zabawy. Głośno tu jak na dworcu, tłoczno jak w ulu, gorąco jak w piekle. A wszystko zaczęło się w 1958 roku, kiedy władze komunistycznej Bułgarii, skuszone perspektywą zarobku na turystach z smutnego obozu socjalistycznych państw byłego RWPG, ruszyły z budową kompleksów hoteli.

Syrenką z Polski

Przez lata komunizmu Słoneczny Brzeg (podobnie jak Złote Piaski za Warną) rozrastał się a tłumy Polaków, Niemców z NRD, "Czechosłowaków", Węgrów czy mieszkańców byłych republik Związku Radzieckiego, lgnęły do bułgarskich kurortów jak ćmy do żarówek. Jeździło się Syrenami, Moskwiczami, Daciami, Maluchami, Trabantami, podróżowało kilkanaście godzin kopcącymi autobusami. W tamtych latach Słoneczny Brzeg był istnym Las Vegas za Żelazną Kurtyną. Dziś jest plażowym lunaparkiem o niewyobrażalnych rozmiarach. Wciąż popularnym, choć nieco zakurzonym.

Poza sezonem to ponury, zamknięty poligon, którym nie zajmuje się i którego nie pilnuje niemal nikt. Dechami i blachą zabite jest wszystko, nawet restauracje Burger Kinga czy sezonowo działające markety. Na ulicach żywej duszy, kilka bezpańskich psów, nieco dalej od morza świeci się jedno kasyno, działa mały sklep z znudzoną właścicielką, otwarta jest też skromna restauracja z regionalnymi przysmakami. Od czasu do czasu mrugnie jakiś zapominany neon, mrugnie okiem naturalnej wielkości "egipska" figurka z plastiku, która w sezonie reklamuje jakiś kolejny "egzotyczny" show, a której teraz zapomniano odłączyć od zasilania. Tak tu jest...

I choć każdy kurort poza sezonem wygląda na mocno wymarły, Słoneczny Brzeg - pozbawiony przecież na co dzień rdzennych mieszkańców - wygląda wyjątkowo dziwacznie i przygnębiająco. Pierwsi przybysze, na co dzień mieszkający w Warnie, Burgas czy Sofii, przyjadą tu koło maja aby posprzątać ulice, pomalować zardzewiałe elementy, zdjęć zabezpieczenia z witryn, podpiąć znów prąd i wodę. Na sezon wszystko będzie gotowe.

Wśród nadmorskich kompleksów hoteli, spełniających wyłącznie turystyczną funkcję, Słoneczny Brzeg na pewno mocno się wyróżnia. Ale i tak ma godną konkurencję w postaci kurortów wymarłych na stałe. Takim "kurortem-widmem", który stoi wymarły od 1974 roku, jest Varosha, turystyczna dzielnica miasta Famagusta na wschodnim wybrzeżu Cypru. Opuszczone hotele, podniszczone resorty, bezpańskie psy, zasieki z drutu kolczastego, brak możliwości robienia zdjęć - to codzienność tego, naznaczonego konfliktem politycznym między Grecją a Turcją, miejsca. Varosha to istne miasto duchów, którego przywrócenie do życia graniczyłoby obecnie z cudem. Słoneczny Brzeg ma więcej szczęścia. Ale i tak nie wybierajcie się tam w marcu...

podziel się

  • facebook
  • linkedin
  • twitter
  • pinterest
  • email

tagi

re:
Zabity duchami Słoneczny Brzeg
VIEW

następny artykuł